Mały chłopczyk stał w oknie bloku w Szczecinie i wychylając się, wołał mamę. Głos czterolatka usłyszeli przechodnie, którzy zadzwonili na policję. Bali się, że wystraszone dziecko może wypaść. Gdy przyjechali strażacy okazało się, że maluch jest sam w domu. A jego mama zniknęła. Gdy wróciła, musiała się gesto tłumaczyć.
Po informacji od przechodniów, policja skierowała kamerę monitoringu miejskiego na okno, w którym stał chłopczyk. Mundurowi zdecydowali się jechać na miejsce, wezwali też strażaków.
p
Chłopczyk nie otworzył drzwi pukającym do domu policjantom. Dopiero gdy zobaczył strażaków, którzy podjechali pod samo okno na podnośniku, schował się w głębi mieszkania. Jeden z mężczyzn wszedł do domu. Wtedy okazało się, że maluch jest sam.
Wkrótce pojawiła się matka czterolatka. 35-letnia kobieta twierdziła, że gdy syn spał, ona wyszła na targowisko po zakupy. Była trzeźwa. Sprawą zajmie się sąd rodzinny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl