Satysfakcję i wdzięczność za dar losu. To niesamowite uczucie. Nigdy nie byłem równie szczęśliwy. To było jak sen. Chciałbym znów przeżyć podobne emocje!
Skądże znowu! Mam szeroką, ale płytką wiedzę.
Jestem miłośnikiem krzyżówek, to moja życiowa pasja. Kocham teleturnieje, dlatego analizowałem wiele razy pytania z tego teleturnieju. Siadałem przed telewizorem i odpowiadałem w myślach.
Pierwsze, drugie, trzecie, czwarte pytanie... i tak np. do 125 tys. zł. Pomyślałem: skoro tak dobrze mi idzie, dlaczego nie spróbować...
Nie! Dzwoniłem wiele razy. Kiedy w końcu się udało, odpadłem w eliminacjach. Taki pech!
Za drugim razem wygrałem eliminacje. Kiedy usiadłem przed Hubertem Urbańskim, bardzo się denerwowałem, ale jednocześnie byłem szczęśliwy. Kiedy padło pierwsze pytanie, stres zamienił się
w mobilizację.
Nie. Chyba przy pytaniu za 125 tys. zł program przerwano na kilkutygodniową wakacyjną przerwę. Rodzina mnie przekonywała, żebym zrezygnował, ale postanowiłem grać dalej.
Chodziło o piosenkę zespołu Szwagierkolaska. Musiałem dokończyć tekst "Wuj Michał..." i coś tam dalej. Ale równie dobrze pamiętam pytanie za 500 tys. zł. To było pytanie
z Biblii: Kto był smakoszem soczewicy? I tu przydała się moja krzyżówkowa wiedza. Odpowiedź brzmi Ezaw. To bardzo popularne czteroliterowe hasło.
Trafiłem na Batmana. Nie wiedziałem, że jest komiksowym dzieckiem rysownika Boba Kane’a, więc musiałem się wycofać. Dwa tygodnie później wyczytałem to w jakiejś gazecie. Gdyby
wpadła mi do ręki wcześniej... Ale nie ma się co załamywać i tak wygrałem sporo.
Nie wystarczyło, by ustawić całą rodzinę, ale zrealizowałem swoje marzenie. Zawsze myślałem też o tym, by jeździć ciężarówką po USA. Wkrótce po wygranej wyjechałem do Ameryki i teraz
jeżdżę 40-tonowym truckiem.
Nie. To jest za duże ryzyko. Przy odpowiedzi nie można mieć cienia wątpliwości.
*Jerzy Mirski wygrał 500 tys. zł w poprzedniej edycji "Milionerów". Teraz mieszka w Sarasota na Florydzie