Marta Stasiak jest studentką pedagogiki z Łodzi i zagorzałą przeciwniczką palenia. Skrupulatnie wybiera restauracje i puby, do których chodzi. Szerokim łukiem omija te, w których pełno jest papierosowego dymu. "Po wizycie w takim pubie czuję się źle. Szczypią mnie oczy, śmierdzą włosy, ubranie nadaje się tylko do prania. Mandaty w wysokości 100 zł dla palacza za dymek w restauracji powinny załatwić sprawę" - mówi.

Reklama

Coraz więcej Polaków, zwłaszcza młodych, popiera zakaz. Jeden z sondaży mówi, że wśród studentów aż 70 proc. to zwolennicy ustawy antynikotynowej.

Ale jest druga strona medalu. Jeśli wprowadzimy prawo bez wcześniejszej kampanii edukacyjnej, przez Polskę przetoczy się fala protestów - alarmują sceptycy. Podają przykład buntu francuskich palaczy i restauratorów, którzy w ubiegłym roku w całym kraju organizowali manifestacje przeciwko wprowadzeniu zakazu palenia. Albo Hiszpanii, gdzie przepis okazał się martwy.

"Bary i restauracje nadal są pełne dymu, bo palacze nie zrezygnowali z tradycyjnego papierosa przy kuflu piwa. Policja też raczej nie zwraca na to uwagi, nie słyszałam o przypadku, aby ktoś został za palenie w pubie ukarany" - mówi 24-letnia Margarita z San Sebastian.

W Polsce w ramach akcji "Lokal bez papierosa” ponad 300 knajp zdecydowało się na całkowity zakaz palenia. Jednak nawet twórcy tego ruchu mają poważne wątpliwości, czy walka z papierosem za pomocą wyłącznie zakazów wiele zmieni.

Szef "Lokalu bez papierosa” Łukasz Salwarowski jest zdania, że ustawowy zakaz palenia będzie odebrany przez społeczeństwo raczej jako restrykcyjne prawo i ograniczenie wolności. "Cieszymy się z zapowiedzi szybkiego zakazu palenia w miejscach publicznych, ale niepokoi nas brak kampanii społecznej. Bez niej możemy się spodziewać buntu społecznego" - mówi.

Zgodnie z projektem ustawy palenie będzie zakazane na dworcach kolejowych, lotniskach, przystankach autobusowych, w szkołach, muzeach, restauracjach i pubach. Knajpy będą mogły przyjmować palaczy tylko w oddzielnych salach, w których powietrze będzie klimatyzowane 25 razy na godzinę.

p

Ta ustawa to ograniczanie praw człowieka

Artur Grabarczyk: Jak się pani podoba pomysł zakazu palenia w miejscach publicznych z balkonami włącznie?
Dorota Stalińska:
Ta ustawa to dowód obłudy państwa. Państwo najpierw decyduje się handlować papierosami, czerpie z tego ogromne dochody, a potem uderza w ludzi, którzy się uzależnili. To jest draństwo. Jeżeli politycy chcą zakazu palenia w miejscach publicznych, to niech też zakażą sprzedaży papierosów i zrezygnują z akcyzy, która jest przecież formą zarabiania budżetu na truciu ludzi.

Przecież to nierealne. Wpływy z akcyzy są zbyt cenne.
Skoro tak, to nie można uchwalać przepisów, które ograniczą prawa znacznej części społeczeństwa. Ludzie mają różne przypadłości, jedną z nich jest palenie papierosów. Oczywiście są miejsca, gdzie rozsądek zakazuje palenia, jak szkoły czy samoloty. Ale zakazywać ludziom palenia na ulicy czy na ich własnych balkonach to nic innego, jak łamanie ich praw, ograniczanie swobód. Skoro papierosy są legalne, to państwo przyczynia się do wpychania ludzi w nałóg. Powinno więc zamiast zakazów wprowadzić finansowanie uzależnionych.

Jak pani, palaczka, będzie funkcjonować, gdy zakaz wejdzie w życie?
Tak jak teraz, bo jestem dobrze wychowana i z szacunku dla niepalących nie palę na przystankach czy w restauracjach, gdzie nie ma stref dla palaczy. Ale gdy ktoś mi zakaże palić na balkonie, to nie zamierzam się podporządkować.