Dziennik Gazeta Prawana logo

Rodzice karmią maluchy jak kulturystów

14 marca 2008, 01:56
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Rodzice karmią maluchy jak kulturystów
Inne
Polki wzorowo karmią swoje dzieci, ale tylko do ukończenia pierwszego roku życia. Później zaczynają się błędy. Dieta przeciętnego dwulatka znacznie przekracza dopuszczalne normy: białka, sodu, fosforu a nawet witaminy D3. Powodem jest zbyt wczesne wprowadzenie maluchom pokarmów przeznaczonych dla dorosłych - ostrzegają w DZIENNIKU pediatrzy.
Rodzice karmią maluchy jak kulturystów

Jedenastoosobowa grupa ekspertów od żywienia dzieci na czele z doc. Anną Dobrzańską - krajowym konsultantem ds. pediatrii - przebadała na zlecenie Unii Europejskiej nawyki żywieniowe polskich maluchów w wieku od roku do 3 lat. Wyniki raportu są zaskakujące. Okazuje się, że w Europie dłużej od Polek mlekiem kobiecym karmią swoje dzieci jedynie Rosjanki, ponad 8 miesięcy. Podczas gdy Polki około 7 miesięcy. Najgorzej pod tym względem jest w Irlandii. Tam matki przechodzą na sztuczny pokarm już po kwartale.

"W Polsce i Rosji panuje bardzo silne, ale zarazem słuszne przekonanie, że pokarmu matki nie da się niczym zastąpić. Dlatego jest u nas tzw. złotym standardem" - podkreśla z dumą doc. Anna Dobrzańska.

Nasze rodaczki zostają w domach po porodzie ze swoimi dziećmi o 4 miesiące dłużej niż Brytyjki, Irlandki, Holenderki czy Belgijki.

"Polskie mamy doskonale znają się na karmieniu niemowląt. Przestrzegają wszystkich zasad i schematów żywieniowych, które jasno określają, co dziecko może jeść i kiedy" - przekonuje doc. Piotr Socha z zespołu eksperckiego, pediatra z Centrum Zdrowia Dziecka. Dodaje, że schody zaczynają się, gdy dziecko przechodzi z pokarmu matki wyłącznie na jedzenie dla dorosłych. Efekt? Nasze dzieci zbyt wcześnie, bo już po ukończeniu pierwszego roku życia, jedzą za słodko i za tłusto.

"Co piąta mama dosładza jedzenie. Tymczasem w diecie malca do 3 roku życia cukier powinien być ograniczony do minimum" - przypomina doc. Socha i dodaje, że identycznie jest z solą. Maluchy jedzą jej aż 16 razy więcej, niż powinny.

Co zaskakuje, podobnie z białkiem. Dostarczamy go dzieciom 14 razy więcej, niż potrzebują. "Zdarza się, że maluchy jedzą go tyle, co aktywni kulturyści" - mówi Socha. Takich błędów żywieniowych jest jednak więcej.

W diecie naszych maluchów dominują tłuszcze, takie jak masło czy smalec, które są źródłem złego cholesterolu. Jest w nich nadmiar witaminy D3.

"Dwulatki dostają dawki przekraczające nawet tysiąc razy dzienną normę. Dochodzi do zatruć" - ostrzega doc. Dobrzańska.

Za przedawkowanie białka i witaminy D odpowiedzialna jest dieta bogata w mięso. Bywa, że roczne maluchy karmione są już parówkami albo konserwowanymi wędlinami - czyli produktami zarezerwowanymi wyłącznie dla dzieci powyżej trzeciego roku życia.

"Polki przekonane są, że najlepszym źródłem energii jest białko. A to nieporozumienie. Są nimi węglowodany" - zaznacza doc. Socha i wyjaśnia, że nadmiar białka w diecie dziecka powoduje wzrost komórek tłuszczowych. A to kończy się otyłością.

Agnieszka Warchulska, aktorka, mama 2-letniego Jasia, jest przekonana, że jej syn może jeść już wszystko. "Nie robię wielkiej afery z tego, co je moje dziecko. Pozwalam mu jeść to, co jedzą dorośli" - mówi DZIENNIKOWI aktorka.

Ale trudno obwiniać młode mamy, skoro sami lekarze są niedoinformowani.

Jak wyliczyła doc. Dobrzańska, na 100 pediatrów wiedzę o prawidłowym żywieniu maluchów ma jedynie 13.

: Tak. Białko należy małym dzieciom ograniczać. Nie są w stanie go właściwie przetworzyć. Kulturyści stosują dietę bogatą w białko, bo potrzebne jest im do budowy mięśni. Maluchom odkłada się ono w postaci tkanek tłuszczowych. Zapas ten jest uciążliwym i niebezpiecznym balastem na całe życie.

Najnowsze badania naukowe dowodzą, że to, co jemy do ukończenia 2 roku życia ma fundamentalny wpływ na nasze późniejsze życie, szczególnie na skłonność do tycia, cukrzycy i nadciśnienia. Dlatego maluchom do trzeciego roku życia nie powinno się podawać produktów przeznaczonych dla dorosłych.

Wędliny konserwowane, parówki, wyroby garmażeryjne, napoje gazowane oraz sztucznie barwione soki są niedozwolone. Jeśli koniecznie chcemy zaznajomić malucha ze smakiem szynki, czy kiełbasy, kupmy mu produkt wysokiej jakości, niekonserwowany. Lepszym jednak rozwiązaniem jest przygotowanie wędliny w domu. Wystarczy upiec lub ugotować kawałek mięsa. Podobnie z napojami. Zamiast kupować dziecku gotowe soczki zawierające cukier i sztuczne barwniki, o wiele lepiej wycisnąć mu świeże owoce, a jeśli ich nie mamy - podać czystą, niczym niedoprawianą wodę.

Polki są bardzo mądre i instynktownie wyczuwają, co jest dla ich dzieci dobre. Jestem pewien, że będą stosowały te wskazówki medyczne.

Doc. dr Piotr Socha*, pediatra i ekspert żywienia z Instytutu Pomnika Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj