WOJCIECH DĘBSKI: Siłę wstrząsów tektonicznych mierzy się w skali Richtera. My sejsmolodzy używamy do tego określenia magnituda. Wstrząs w Szwecji odczuwalny w Polsce miał więc magnitudę
ok. 5 stopni w skali Richtera.
Gdybyśmy mieszkali w Japonii lub w południowej Kalifornii, pewnie nikt nie zwróciłby na to trzęsienie uwagi. W tym rejonie świata takich trzęsień jest zwykle kilkanaście dziennie. I na nikim
nie robi to wrażenia. W Europie środkowo-wschodniej to ewenement i z tego powodu można powiedzieć, że "piątka" to dużo. Taki wstrząs jest już odczuwalny przez ludzi, a nie
tylko przez przyrządy sejsmiczne.
...tym razem na szczęście tak, bo nie wiążą się z tym żadne zniszczenia ani tym bardziej ofiary w ludziach.
Oczywiście, że mogą. Nie mieszkamy w słynnym "Pierścieniu Ognia" np. na wyspach Azji południowo-wschodniej. Jednak choćby na Podhalu wstrząsy są powodowane przez ruchy
tektoniczne związane z wypiętrzaniem się Karpat. Mimo że nie są silne, to co jakiś czas się zdarzają. Płyty tektoniczne, na których "pływają" kontynenty, są w ciągłym
ruchu. Płyta Afrykańska przesuwa się na północ i wciska się niejako w płytę Europejską i powoduje wstrząsy w Grecji, Alpach czy niewielkie wstrząsy na południu Polski.
Najbardziej prawdopodobna jest hipoteza o podnoszeniu się Skandynawii na skutek ocieplania klimatu i topnienia lodów. Jest to proces niesłychanie długi, ale ma miejsce. Stąd biorą się
wstrząsy.
W XVIII wieku w Sudetach miało miejsce trzęsienie, które wywołało ogromne szkody. Nie ma więc takiego miejsca na świecie gdzie ogromne trzęsienie nie mogło by wystąpić, dlatego również
Polsce może się ono zdarzyć. Prawdopodobieństwo jest jednak minimalne. Szanse na to są takie jak na wybuch któregoś z wygasłych wulkanów w Sudetach. Jednak mieszkańcy Pompejów też
uważali Wezuwiusz za wygasły Wulkan.
Dr Wojciech Dębski jest zastępcą dyrektora ds. naukowych Instytutu Geofizyki PAN w Warszawie