Dziennik Gazeta Prawana logo

Zmarł cudownie wybudzony ze śpiączki

16 grudnia 2008, 16:09
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zmarł cudownie wybudzony ze śpiączki
Inne
Wiadomość, że Jan Grzebski z Działdowa (woj. warmińsko-mazurskie) po 19 latach wybudził się ze śpiączki, obiegła cały świat. Pan Jan dał nadzieję setkom ludzi, których bliscy pogrążeni są w takim stanie. Niestety, mężczyzna zmarł na zawał serca. Prawdopodobnie długotrwała śpiączka osłabiła ten organ.

Przyczyną śmierci był najprawdopodobniej zawał serca - poinformował PAP rehabilitant Wojciech Pstrągowski, który dzięki ćwiczeniom wybudził Grzebskiego ze śpiączki.

"Pan Jan miał w wakacje zawał serca, leżał wówczas w szpitalu w Olsztynie, rehabilitacja została w tym czasie przerwana" - powiedział Pstrągowski. Dodał, że Jan Grzebski zmarł w miniony piątek, najprawdopodobniej miał drugi zawał.

Niewykluczone, że serce było osłabione z powodu wieloletniej śpiączki. Jak wyjaśnił Wojciech Pstrągowski, inaczej pracuje wówczas układ krążeniowo-oddechowy, inny jest metabolizm. "Po wybudzeniu ze śpiączki przy rehabilitacji musieliśmy o tym pamiętać" - podkreślił.

Zaznaczył, że zapamięta Jana Grzebskiego jako wzór pacjenta. Był zawsze uśmiechnięty i cierpliwy. "Myślę, że przez ten czas, gdy pan Jan odzyskał przytomność, był bardzo szczęśliwy, cieszył się życiem z żoną Gertrudą, która była jego oparciem" - powiedział Pstrągowski.

W kwietniu Gertruda Grzebska, która 19 lat opiekowała się niezłomnie mężem, i rehabilitant Wojciech Pstrągowski otrzymali z rąk wojewody warmińsko-mazurskiego złote krzyże zasługi. Odznaczenia te nadał prezydent Lech Kaczyński.

Pani Gertruda opowiadała wówczas, że najtrudniejsze chwile, jakich doświadczyła w opiece nad mężem, były na samym początku jego walki z chorobą. "Najtrudniejsza to była ta chwila, gdy przywiozłam męża na noszach do domu i gdy położyłam go na wersalce. To była chwila, którą ciężko opowiedzieć. Jak można było powiedzieć dzieciom, że ich ojciec umiera, to było okropne" - wspominała Grzebska.

Dodała, że każdy, kto zobaczył kartę informacyjną męża ze szpitala, mówił, iż to człowiek do stracenia i że nie da się go uratować. "Każdy mówił: <nie da się go wyleczyć> i ręce rozkładał. Nie było pomocy, bo jaka ona mogła być" - mówiła pani Gertruda.

Jan Grzebski z Działdowa zachorował w 1988 roku po wypadku. Do 2007 roku leżał bezwładny, nie był w stanie samodzielnie jeść, siedzieć czy mówić. W ubiegłym roku, m.in. po serii ćwiczeń rehabilitacyjnych, zaczął wracać do zdrowia. Historia o jego wybudzeniu obiegła świat.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj