Trzej polscy murarze wracali samochodem z Francji do Polski. Jechali do kraju na święta. Kiedy zatrzymali ich niemieccy policjanci - do rutynowej kontroli - okazało się, że jeden z murarzy nie odzywa się, nie chce pokazać dokumentów, ani wysiąść z samochodu. Mężczyzna nie mógł tego zrobić... bo nie żył od dwóch godzin. Jego znajomi tłumaczyli, że nie zauważyli, kiedy zmarł ich kolega.
Dwaj murarze byli przekonani, że ich kolega po prostu przysnął podczas długiej podróży z Francji. Gdy w Niemczech ich samochód zatrzymała policja, okazało się, że ich znajomy, 56-letni murarz, nie żyje.
Mężczyźni na próżno usiłowali dobudzić "śpiącego" kolegę. Wezwany na miejsce lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził zgon i ustalił, że śmierć nastąpiła około dwóch godzin wcześniej.
Murarze przyznali, że w drodze ich kolega wypił dużo alkoholu. Rzecznik policji poinformował, że obdukcja przeprowadzona przez Instytut Medycyny Sądowej w Greifswaldzie (Meklemburgia-Pomorze Przednie) wykluczyła pobicie lub inne działania przestępcze jako przyczynę zgonu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|