p
: To nie jest precyzyjna informacja. W rzeczywistości monitorowałem tą sprawę bardzo
krótko. I to wtedy, gdy poczynione zostały w niej postępy. Nie mam sobie nic do zarzucenia choć zdaję sobie sprawę, że mogę paść jej ofiarą...
Przypominam sobie dwa moje kontakty. Po pierwsze podpisywałem w 2004 roku odmowę przeniesienia śledztwa z prokuratury w Warszawie do tej w Olsztynie. Zabiegała o to rodzina Olewników. Uznaliśmy wtedy, że śledztwo właśnie dzięki wysiłkowi prokuratorów z Warszawy i policjantów z Centralnego Biura Śledczego ruszyło z miejsca. To w efekcie ich pracy został zatrzymany Sławomir Kościuk, który później zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości i wskazał pozostałych sprawców.
To przykry niezwykle moment. Brałem udział w spotkaniu Pani Danuty Olewnik z ministrem Markiem Sadowskim. To był 2004 rok i nie było jeszcze wtedy pewne, czy brat pani Danuty jeszcze żyje. Po
lekturze akt byłem jednak o tym przekonany i powiedziałem, że należy się spodziewać najgorszego...
Nie. Przez ten krótki czas, gdy miałem z nią styczność zrobiłem co w mojej mocy. Zresztą, prokuratorzy z Gdańska dysponują dokładnym wykazem wszelkich prokuratorskich czynności przez te
wszystkie lata. Dotąd nie byłem przesłuchiwany, zatem oceniono moje zaangażowanie dobrze.