W uzasadnieniu decyzji sąd podkreślił m.in., że fakt, iż kobiety opalały się topless, nie oburzył ani nie zgorszył innych plażowiczów, więc nie był to czyn nieobyczajny czy też wybryk.

Reklama

Chodzi o wydarzenia z maja ubiegłego roku, kiedy obie szczecinianki zachowały się, zdaniem sądu, "nieobyczajnie” wypoczywając na szczecińskim kąpielisku Arkonka. Opalające się topless panie zwróciły uwagę strażników miejskich, którzy chcieli je ukarać mandatem. Kobiety odmówiły jego przyjęcia, sprawa trafiła do sądu. W listopadzie kobiety zostały ukarane sądową naganą oraz grzywną 230 złotych. Miłośniczki słonecznych kąpieli miały też pokryć koszty sądowe.

Z wyrokiem sądu zgodziła się tylko jedna kobieta - Dorota Krzysztofek, która nie złożyła apelacji. Za to Anna K. nie dała za wygraną. Jej adwokat wystąpił do sądu drugiej instancji z odwołaniem. Anna K. na rozprawie odwoławczej się nie stawiła, bo - jak mówiła - "jest zmęczona całą sprawą". Sąd uniewinnił obie kobiety.

I słusznie, bo nawet Prawo i Sprawiedliwość nie obrusza się zbytnio na nagie piersi. "W krajach południowych to rzecz oczywista, u nas opalanie topless wzbudza sensację. Nie widzę powodu do wielkiego zgorszenia, ale chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby może wydzielenie części plaży, gdzie można by się swobodnie opalać topless" - powiedziała DZIENNIKOWI posłanka PiS Jolanta Szczypińska. Ale dodaje, że są ludzie, którym widok kobiety bez biustonosza może przeszkadzać i tę grupę też trzeba uszanować.

Co ciekawe, gdy w Polsce za opalanie się na plaży sąd karze naganami, to w Australii prawdziwą lawinę protestów wywołała propozycja zabronienia paniom odsłaniania piersi na plażach Sydney. Gromy posypały się na chadeckiego polityka, który pod koniec grudnia zeszłego zaproponował zakaz opalania topless w miejscu, gdzie jest to na porządku dziennym od dziesięcioleci.