Kiedy Kościół polski modlił się jeszcze ciągle o zdrowie dla Papieża i o cud, co pachniało mi trochę "kuszeniem Pana Boga”, ja modliłem się o szczęśliwą godzinę śmierci dla niego. Kiedy w tej intencji odmawiałem modlitwę brewiarzową i zakończyłem ją antyfoną maryjną; kilka sekund potem zadzwonił telefon. "E` morto"- usłyszałem płaczący głos z Włoch. Włączyłem na chwilę telewizor. Telewizja polska przekazywała tę samą wiadomość. Poszedłem do kościoła. Trzymając linę dzwonu rozpłakałem się jak dziecko. Ogarnął mnie taki żal i smutek jaki przeżyłem przed pięciu laty po stracie młodszego brata.

Tego wieczoru umarł mi też ktoś bliski...

A potem już sam w kościele, w półmroku, klęcząc przed Panem pytałem sam siebie: "czemu płaczesz?”. Przecież on nie umarł. On tak naprawdę się narodził.

ks. Janusz Kropiewnicki

p

Zakopane 1997

Różne grupy z całej Polski. Transparent nad głowę i hajda na krokiew. Podeszliśmy o 3.30. Jeszcze nie wpuszczali. Od 4.00 zaczęli. Podeszliśmy do naszego miejsca i zaczęliśmy odliczanie czasu. Cały czas napływały rzesze ludzi. Górale szli osobno w strojach góralskich. Przeleciał helikopter. Nadeszła grupa nazaretanek. Zaczęły śpiewać, tańczyć, wciągając do zabawy - modlitwy gromadę pielgrzymów. Balet nazaretanek pokazywali w Polsacie.

Górale schodzili i schodzili. Kapela osobno. Różne basy i skrzypce. Jeden niósł skrzypce w reklamówce, inny luzem pod pachą, inni w porządnych futerałach. Schodzili się, a stroili. Dzieciaki z chóru też próbowały głosy.

Reklama

Temperatura rosła i dosłownie, i w przenośni. Słoneczko wschodziło. Widać na zdjęciach przesuwający się cień. Huknęli!!! Ja w ryk. Łzy ciurkiem lecą, nie wiedzieć czemu.

Góralska muzyka leci. Basy bucą. Roznosi się "Miłyz Boze Kochany"(nuty zapisałem ). Roznosi się głos. Rozchodzi się głos….. Czujecie to….. "Wstańcie pasterze, głos się rozchodzi". Pieśni powitalnej próbowali i górale i pielgrzymi. Była w śpiewniku krakowskim. Potem już poszło i zbójnicki i insze… Zleciało 7 godzin, jak z bicza.

Najgorsze były ostatnie minuty. Tak się wlokły, że coś strasznego. I przybył... I uspokoił... I wysłuchał naszych śpiewów... (...)

Wanda i Aleksander Mądzielewscy

p

Miałem wtedy 8 lat. Jeszcze tak dokładnie nie wiedziałem, kto to jest papież, ale wiedziałem, że jest kimś ważnym dla wszystkich katolików na świecie. Jestem wychowywany w rodzinie katolickiej więc o papieżu wiedzieć coś musiałem. W ten dzień wybrałem się z rodziną do Wadowic, by przywitać tego niezwykłego gościa. Na ulicach prowadzących do Wadowickiego rynku było mnóstwo ludzi. W jednym miejscu staliśmy ponad 6 godzin (ale teraz wiem że warto było).

W głośnikach ustawionych w całym mieście było słychać różnorakie piosenki i modlitwy, których nas uczono na przywitanie sie z papieżem. Mijały kolejne godziny. Mając 8 lat już się pomału znudziłem, więc zacząłem sie bawić z moim starszym bratem. Miał wtedy 10 lat. Kiedy w głośnikach wszyscy usłyszeliśmy, że juz niedługo Ojciec Święty przejedzie obok nas wszyscy zamarliśmy z wrażenia.

Czekaliśmy tylko na tą wielką osobę. I w końcu stało się - papież Jan Paweł II przejechał ulicami miasta. Wszyscy krzyczeli "Kochamy Cię Ojcze", "Jesteś z Nami" czy "Witaj w domu". Jako że staliśmy blisko barierki widzieliśmy wszystko co się działo przed nami. W pewnym momencie Ojciec Święty przejechał obok nas. Byłem zapatrzony w niego jak w obrazek, ale w pewnym momencie poczułem na sobie jakieś ogromne ciepło. Patrzyłem w Ojca Świętego i widziałem jego spojrzenie, którym mnie obdarował. To było piękne. Ojciec Święty przez chwilę patrzył tylko na mnie. Widziałem to Jego ciepłe spojrzenie, którego nigdy nie zapomnę.

Od tamtej chwili, od tamtego dnia zacząłem coraz bardziej rozmyślać o tej wielkiej Postaci.

Piotr Gębala

p

Chciałem jechać do Krakowa w 2002 roku, ale niestety mi się to nie udało. Mówiłem sobie: "Gdy przyjedzie do Polski następnym razem, będę już starszy i będę mógł sam tam pojechać, z przyjaciółmi." Niestety, on już nigdy nie przyjedzie do Krakowa, już nie krzyknie, by Duch Święty odnowił polską ziemię w Warszawie, a myślę, że dzisiaj taka odnowa jest Polsce i naszym Rodakom potrzebna.

Daniel Domoradzki

p

16 października 1978 r. byłam w Rzymie na wycieczce campingowej. Wieczorem jak zwykle udaliśmy się z mężem pod Bazylikę św. Piotra, aby zobaczyć, czy ukaże się biały dym, świadczący o wyborze nowego Papieża.

Nie mogliśmy czekać zbyt długo, bo kolejka Tiburtina nie była zbyt bezpieczna wieczorem. Gdy wchodziliśmy na camping, pracujący tam Włosi powitali nas okrzykami "Papa Polacco, Papa polacco!".

Choć znałam już trochę jęz. włoski, nie docierała do mnie treść przesłania. Sądziliśmy, że to żarty. Ale Włosi zorganizowali dla nas przyjęcie, na którym Polacy bawili się całą noc, ogromnie szczęśliwi. Następnego dnia rano wyruszyliśmy autokarem do Neapolu - włoscy kierowcy trąbili na nas i pokazywali gazety z napisem: "Papa Polacco" tłustym drukiem. W Neapolu nas Polaków goszczono - kawa za darmo i rabaty. Z trudnością docierało do nas to wielkie wydarzenie - to, że musi wybór Polaka doprowadzić do zmian w nas i naszym kraju.

Stella Rozlatowska-Nazieblo

p

Przed chwilką wróciłam ze spotkania z koleżankami przy piwie, uruchomiłam stronę internetową i dowiedziałam się, jak wyjątkowy był wczorajszy dzień... Poczułam się, jakbym zrobiła coś złego, chociaż Papież by zapewne tego nie skrytykował. Po prostu nie pamiętałam...

Czasami mam odczucia, że Jan Paweł II jest jak Bóg - "jest na górze, w niebie" i czuwa nad nami, wybacza nam wszystko i rozumie wszystko, niby go już nie ma, ale tak naprawdę zawsze jest z nami...

Joanna Furmańska

p

Błonia w Krakowie i jedno wielkie wspomnienie (między innymi o pieśni oazowej "Barce") i jeden wielki testament Jana Pawła II: "Nie zapominajcie o słabszym bracie". Najpiękniejsze przykazanie miłości na XXI wiek. Osobista wykładnia rozumienia biblijnego "jedni drugich brzemiona noście".

Tak samo ważne było to, co powiedział w oknie papiskim, niby nie tak wiele, a to co rówież jest testamentem: "Franciszkańska 3. Dobry adres". Teraz pod tym adresem tłum ludzi, którzy chcą pamiętać w dniu śmierci i w godzinę śmierci Jana Pawła II. Nieważne, czy jest ładna pogoda, tak jak wczoraj, czy w deszczu, jak rok wcześniej... Powiedział o sobie w "Tryptyku rzymskim": "nie wszystek umrę". Tak. Miał rację. Żyje w nas.

Dorota z Krakowa

p

Do dziś utkwiło mi w pamięci spotkanie w jakim uczestniczyłem na plebanii w Osielcu w roku 1972. Na zakończenie wizytacji biskupiej ks. proboszcz Szafrański zaprosił nauczycieli na wieczorne spotkanie z księdzem biskupem Karolem Wojtyłą. Były to czasy, gdy władza ludowa decydowała o wszystkim - nawet o tym, z kim i kiedy można się spotkać. Część nauczycieli bała się i nie skorzystali z zaproszenia, ale większość wzięła udział.

Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że biskup Karol Wojtyła to bardzo szanowany i uznawany, młody człowiek, ale bardziej znany za granicą, aniżeli we własnym kraju, w myśl Pisma Świetego "nie powstał prorok we własnym kraju...".

Kiedy nastąpiło bezpośrednie spotkanie w którym uczestniczył jako młody kapelan ks. Stanisław Dziwisz, wszyscy zachowywaliśmy się jak uczeń wezwany do tablicy z pustką w głowie, ale nasza konsternacja trwała tylko chwilę, bo ksiądz biskup - jakby "stary znajomy" - podszedł do nas z uśmiechem i radością przywitał się z każdym, porozmawiał...

Rozeszliśmy się do domów, po drodze wymieniając spostrzeżenia o tym, jak taki bardzo "ważny gość" potrafi być takim bezpośrednim, a nasze "kacyki" noszą się jak pawie.

Tadeusz Uczniak

p

Było przed 22. Nagle z zakrystii wychodzi proboszcz i drżącym głosem przekazuje nam okropną wiadomość: „Przed momentem w telewizji podano, że Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca”.

Nie wierzyłam w to co mówił. Nie mogłam przyjąć do wiadomości tej okropnej nowiny. Był z nami zawsze, dlaczego miałoby Go zabraknąć teraz? Po chwili zobaczyłam łzy w oczach 20-, 25-latków. Nie wstydzili się łez. Zachowywali się tak, jak gdyby umarł im ktoś najbliższy z rodziny. U mnie w oku też pojawiła się łezka.

Wszyscy zaczęliśmy się gorliwie modlić i śpiewać ukochane pieśni Ojca Świętego. Znów spojrzałam na zegarek. Była 23:40. Kościół był pełny jak nigdy. Zaczęłam przeciskać się do wyjścia. Kiedy udało mi się wyjść zobaczyłam na dworze coś co rozpaliło moje zbolałem serce. Tysiące ludzi stało przed Kościołem i modliło się.

Anna Prorok

p

R O C Z N I C A

Jego głos zna cały świat
Czysty jak najczystsze źródło
Pewny
Spokojny
Dający nadzieję
Jak wschodzące słońce
Co zza gór w moje okno zaziera
Pełny jak ocean
I najgłębsze morza
I jeziora i rzeki
Też słuchały jego głosu









Pamiętam to było jak wczoraj
Tak mi się wydaje
A to już 30 lat temu
Z dalekiego kraju wezwany
Znad Wisły
Co tak samo płynie
Jak dawniej
Za jego młodości...






J.K.M. Ślazyk (jkm@dongiuseppe.pl)