Ta noc była dramatyczna dla pani Grażyny z Kielc. Wielki szczur najpierw wybiegł z toalety, a potem ugryzł ją w łokieć. Przerażonej kobiecie pomógł dopiero szczurołap, ale to nie koniec zadziwiającej historii. Następne szczury już się dobijają do mieszkania.
"Jak tylko mnie . Razem z córką i wnuczką byłyśmy przerażone, płakałyśmy ze strachu i bezsilności” - opowiada rozemocjonowana kobieta. Kiedy następnego dnia zadzwoniła po szczurołapa, ten musiał przetrząsnąć całe mieszkanie, żeby trafić na szkodnika.
Już mogło się wydawać, że nieproszeni goście więcej pani Grażyny nie odwiedzą, jednak kobieta na wszelki wypadek obciążyła deskę sedesową. Okazało się to dobrym pomysłem, ponieważ już wkrótce dało się usłyszeć dobiegające z toalety hałasy. To .
Chociaż budynek przeszedł deratyzację, problem nie zniknął. Szczury nadal nawiedzają kobietę, a szczurołap nie ma dla niej dobrych wieści. "” - mówi. I dodaje złowieszczo: "Trzeba z nimi żyć”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|