Sprawa zaczęła się, gdy Francuz Michel Levi-Leleu, zauważył na jednej z wystaw organizowanych przez muzeum w Oświęcimiu walizkę swojego ojca. Pomyłki nie mogło być.
Levi-Leleu upomniał się o pamiątkę przed sądem. Dyrekcja Muzeum tłumaczyła, że walizka jest ważna dla całej kolekcji. – argumentowała wicedyrektor muzeum w Oświęcimiu Teresa Świebocka. Ostatecznie doszło do ugody. Walizka zostaje w zbiorach Muzeum, ale będzie eksponowana na wystawie w Paryżu.
Ma przypominać o historii francuskich Żydów deportowanych do obozów zagłady.
Pierre Levi, choć sam zginął, to zdołał ocalić swoje dzieci. Aby zmylić okupantów, zmienił nazwisko na Leleu. Pomogło to uniknąć zatrzymania tylko jego rodzinie. On sam został aresztowany w Awignonie 19 kwietnia 1943 r.