To dlatego, że wzrasta akcyza na wyroby tytoniowe. I to aż o 23 procent. A takie jej zwiększenie, jak wyliczyli specjaliści, pociąga wzrost ceny detalicznej o 8-10 procent. Ktoś, kto kupował więc w grudniu paczkę papierosów za 6 zł, w styczniu zapłaci za nią 6,50-6,60 zł.

Zwiększając akcyzę, rząd chce wygospodarować 2,3 miliarda złotych na planowane podwyżki dla lekarzy i nauczycieli. Podwyżkę wymusiła także Unia Europejska, która uważa, że papierosy powinny być coraz droższe. W ten sposób mają być mniej atrakcyjne dla ludzi, którzy zastanawiają się nad rozpoczęciem palenia. Starych palaczy zaś wzrost cen papierosów ma zniechęcić do palenia w ogóle. To bardzo modne dziś, ekologiczne myślenie - czytamy w "Fakcie".

Takie rozumowanie ma jednak poważne wady. Bo kogoś, kto palił przez wiele lat, nie zniechęci do tego podwyżka. Będzie szukał po prostu tańszych papierosów na bazarach - uważa bulwarówka. A to z kolei woda na młyn dla różnego rodzaju przemytników i kombinatorów. Rośnie szara strefa i przemyt papierosów bez akcyzy. Wiedzą o tym najlepiej sami palacze.

"Podwyżka to beznadziejny pomysł. I tak nic nie da, bo ludzie i tak nie rzucą, przecież to jest nałóg" - powiedział palący od 20 lat Sylwester Marach . Średnio dziennie wypala półtorej paczki i jak sam przyznaje, to się nie zmieni. "Trzeba będzie po prostu wydawać więcej pieniędzy" - mówi ze zrezygnowaniem. Podobnie myśli Wiesława Szymańska.

"Znowu podwyżka?" - załamuje ręce. Chociaż wiele razy już próbowała, nie może rzucić palenia. - "Wciąż mi to nie wychodzi, nie daję rady nawet ograniczyć" - mówi. Teraz pali paczkę dziennie, wydaje na to miesięcznie ponad 200 zł. "Podwyżka na pewno da mi zdrowo po kieszeni" - przewiduje.