"Na Błoniach ludzie spacerują, biegają, jeżdżą na rowerach i rolkach. Wszystko dla zdrowia i relaksu. A gdy taki palacz dmuchnie dymem biegaczowi, ten może nawet zemdleć" - mówi Marta Patena, radna PO, inicjatorka projektu uchwały. Na początek krakowska strefa wolna od dymu obowiązywałaby na przystankach tramwajowych i autobusowych, placach zabaw i w parkach miejskich (Bednarskiego i Krakowskim) oraz na Plantach i Błoniach. Dlaczego właśnie tam? "Od czegoś trzeba zacząć" - tłumaczy Patena. "Jeśli przepis wejdzie w życie i się przyjmie, rozszerzymy teren zakazu".

Projekt zakłada, że strefa bez tytoniu rozciągałaby się 15 metrów w obydwie strony od słupka przystanku, a w przypadku zatoczki autobusowej - na całej jej długości. Wśród krakowskich radnych pomysł wzbudza wiele emocji. Nie ma nawet pełnej zgody w rządzącej miastem PO. Paweł Sularz, szef klubu Platformy (wypala dwie paczki dziennie), choć popiera wprowadzenie zakazu, wolałby, aby na początek obowiązywał tylko na przystankach. "Sprawdzilibyśmy, czy będzie przestrzegany i jak jest egzekwowany" - mówi Sularz. "Ale trudno mi sobie wyobrazić, żeby nie można było usiąść w słońcu na ławeczce na Plantach i głęboko zaciągnąć się dymem papierosowym".

Wojciech Kozdronkiewicz z PiS (jedna paczka dziennie) dodaje: "Kierunek jest dobry. Ale nie zaczynajmy od razu od tak surowych zakazów. Na przystankach owszem bezwzględny zakaz, ale w parkach wyznaczmy miejsca, gdzie można palić. Tak jak jest w restauracjach" - proponuje. Radny zastanawia się także, czy zakaz nie stanie się martwym przepisem. "Bo strażnicy miejscy, zamiast zajmować się poważniejszymi sprawami, będą ścigać palaczy. W Krakowie jest 2300 przystanków komunikacji miejskiej, 142 place zabaw, 42 ogródki jordanowskie i parki o łącznej powierzchni ponad 40 ha. A strażników miejskich - 400".

Pomysł krytykuje Andrzej Sikorowski, lider grupy Pod Budą, krakowianin (papierosy rzucił kilka lat temu): "Zakaz palenia na świeżym powietrzu to przesada. Wprowadzenie go na pewno nie spowoduje, że w Krakowie będzie mniej palaczy. A poza tym w naszym mieście jest wiele poważniejszych problemów. I niech radni się nimi zajmą".

Zakaz palenia na przystankach był już wprowadzony w Krakowie w latach 90., ale uchylił go Naczelny Sąd Administracyjny, ponieważ obszar zakazu nie był jasno sprecyzowany. "Teraz określiliśmy definicję przystanku i w jakich odległościach nie można palić" - broni swojego projektu Marta Patena.

Czy krakowska uchwała zostanie przegłosowana, okaże się za dwa tygodnie. Wśród radnych palacze są w mniejszości. W klubie PiS na 17 osób palą trzy, w PO na 22 - 8. Palaczami jest także trójka radnych niezależnych.