"Macie być punktualnie. Krzysiek, ty pójdziesz ze mną. Maciek, rozdaj im identyfikatory" - ks. Marek Solarczyk uwija się jak w ukropie. Nerwowo dyryguje zebranymi wolontariuszami, którzy będą obsługiwać tłumy wiernych zbierających się na warszawskim placu Piłsudskiego. Czekają tu już setki wiernych. Tak jak w rocznicę śmierci Jana Pawła II modlą się, śpiewają "Barkę", ulubioną pieśń papieża-Polaka. Dzieci wymachują biało-żółtymi chorągiewkami...
"Mamo, czemu tu tyle ludzi?" - pyta zaskoczona dziewczynka. "Papież przyjeżdża córeczko" - stara się wytłumaczyć mama, z trudem prowadząc dziecko przez tłumy.
Tuż obok kilku harcerzy zastanawia się, ilu ludzi przyjedzie na piątkową mszę. "Słyszałem, że nawet milion!", "Jezu, jak my to opanujemy!?" - łapią się za głowę. Trochę się nudzą, bo
w organizacyjnym bałaganie na razie powiedzieli im: cierpliwie czekajcie, ktoś po was za chwilę przyjdzie. Ale przez najbliższe dni nie będą mieli wiele czasu na nudę. To przede wszystkim na
nich spoczywa zadanie utrzymania porządku podczas wizyty papieża. Z oddali słychać wycie kogutów. Obok placu przejeżdża kolejna kawalkada radiowozów. "Ściągnęli ich z całej Polski. To jak
pospolite ruszenie!" - komentują harcerze.
"Żeby tylko słonko było w piątek" - prosi rozmarzona staruszka w jasnym płaszczu. Za chwilę razem z przyjaciółką są już pod ołtarzem. "Pięknie to zrobili. Ale na naszego papieża było jeszcze ładniej" - wspominają.
"Żeby tylko słonko było w piątek" - prosi rozmarzona staruszka w jasnym płaszczu. Za chwilę razem z przyjaciółką są już pod ołtarzem. "Pięknie to zrobili. Ale na naszego papieża było jeszcze ładniej" - wspominają.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz