Kto będzie leczył chorych na południu Polski, gdy zastrajkują lekarze? Jeśli minister zdrowia Zbigniew Religa nie załagodzi dziś sytuacji w Katowicach, jutro stanie cała służba zdrowia w regionie. W ślad za nią mogą pójść szpitale w całym kraju! Rozmowy ostatniej szansy trwają.
Do pracy nie przyjdą nie tylko lekarze i pielęgniarki, ale także szatniarki i pracownicy szpitalnych kotłowni. Nie będzie nikogo, kto przypilnuje pacjentów. Nie
będą odbierane porody, pacjenci nie dostaną nowych kroplówek. Niemowlaki zostaną same w inkubatorach.
To koszmarny scenariusz, ale tak właśnie może być już jutro! Co gorsza, strajk ze Śląska rozszerzyć się może na cały kraj. Polscy lekarze mają już serdecznie dość. Chirurdzy nie chcą zarabiać mniej niż kierowcy w resorcie zdrowia. Wszyscy wiemy, że trzeba to zmienić. Minister Religa również.
Dlatego próbuje on przekonać przedstawicieli wszystkich śląskich związków zawodowych, że kryzys służby zdrowia to już przeszłość, a nowy, rządowy program, spełnia żądania lekarzy i pielęgniarek. Tyle że nie można go wprowadzić z dnia na dzień. Musi najpierw być przegłosowany w Sejmie. Dlatego Religa błaga związkowców, by poczekali jeszcze kilka miesięcy, a sytuacja polskiej służby zdrowia na pewno się poprawi. Tymczasem lekarze chcą natychmiastowego podniesienia płac o 30 proc., a od przyszłego roku - o 100 proc.!
Minister tak bardzo chce zapobiec strajkowi i znaleźć pieniądze na podwyżki, że zamierza nakazać dyrektorom szpitali, by wypłacili pieniądze z własnych środków, a rząd im potem odda. Jest tylko pewien problem. Śląskie szpitale ledwo wiążą koniec z końcem i pieniędzy na podwyżki na pewno nie znajdą. A przedstawiciele lekarzy mówią wprost: ustępstw nie będzie.
To koszmarny scenariusz, ale tak właśnie może być już jutro! Co gorsza, strajk ze Śląska rozszerzyć się może na cały kraj. Polscy lekarze mają już serdecznie dość. Chirurdzy nie chcą zarabiać mniej niż kierowcy w resorcie zdrowia. Wszyscy wiemy, że trzeba to zmienić. Minister Religa również.
Dlatego próbuje on przekonać przedstawicieli wszystkich śląskich związków zawodowych, że kryzys służby zdrowia to już przeszłość, a nowy, rządowy program, spełnia żądania lekarzy i pielęgniarek. Tyle że nie można go wprowadzić z dnia na dzień. Musi najpierw być przegłosowany w Sejmie. Dlatego Religa błaga związkowców, by poczekali jeszcze kilka miesięcy, a sytuacja polskiej służby zdrowia na pewno się poprawi. Tymczasem lekarze chcą natychmiastowego podniesienia płac o 30 proc., a od przyszłego roku - o 100 proc.!
Minister tak bardzo chce zapobiec strajkowi i znaleźć pieniądze na podwyżki, że zamierza nakazać dyrektorom szpitali, by wypłacili pieniądze z własnych środków, a rząd im potem odda. Jest tylko pewien problem. Śląskie szpitale ledwo wiążą koniec z końcem i pieniędzy na podwyżki na pewno nie znajdą. A przedstawiciele lekarzy mówią wprost: ustępstw nie będzie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|