Nareszcie mali pacjenci i ich mamy będą mieli należytą opiekę. Po miesiącu zakończyli strajk lekarze w katowickim Centrum Zdrowia Dziecka i Matki. Po podpisaniu porozumień z dyrekcją szpitala, we wtorek mają wrócić do pracy.
Górnośląski szpital to jeden z najważniejszych, a zarazem najbardziej zadłużonych szpitali pediatrycznych w Polsce. Jeszcze w piątek, wspólnie z Centrum,
strajkowali lekarze w 18 szpitalach regionu. Od 22 maja do pracy nie przychodzili zarówno lekarze, jak i pracownicy kotłowni czy sprzątaczki.
Trzeba było 35 dni takich protestów, żeby spełnione zostały postulaty strajkujących lekarzy. Ich działania, według dyrekcji, kosztowały szpital w Katowicach prawie 2 mln zł. Do włączenia się do akcji strajkowej szykują się już następne ośrodki zdrowia, m.in. z Siemianowic, Chorzowa, Będzina, Dąbrowy Górniczej i Bytomia.
Wstępne porozumienie z lekarzami z katowickiego szpitala, zawarte pod koniec zeszłego tygodnia, przewiduje podwyżkę pensji o 730 zł brutto. Minister Religa zgodził się zapłacić, ale dopiero od października. Lekarze utargowali jednak, że choć w ratach, to pieniądze dostaną już od lipca. Pracownicy szpitala powoli wracają do zwykłych zajęć.
"Wezwali mnie z domu, żebym dzwoniła do lekarzy i mówiła, że rano mają się stawić na dyżury, nic więcej nie chcieli powiedzieć, także co z naszymi pensjami" - pani z rejestracji szpitala w rozmowie z dziennikiem.pl żali się, że sama może dostać znacznie mniej niż lekarze.
Trzeba było 35 dni takich protestów, żeby spełnione zostały postulaty strajkujących lekarzy. Ich działania, według dyrekcji, kosztowały szpital w Katowicach prawie 2 mln zł. Do włączenia się do akcji strajkowej szykują się już następne ośrodki zdrowia, m.in. z Siemianowic, Chorzowa, Będzina, Dąbrowy Górniczej i Bytomia.
Wstępne porozumienie z lekarzami z katowickiego szpitala, zawarte pod koniec zeszłego tygodnia, przewiduje podwyżkę pensji o 730 zł brutto. Minister Religa zgodził się zapłacić, ale dopiero od października. Lekarze utargowali jednak, że choć w ratach, to pieniądze dostaną już od lipca. Pracownicy szpitala powoli wracają do zwykłych zajęć.
"Wezwali mnie z domu, żebym dzwoniła do lekarzy i mówiła, że rano mają się stawić na dyżury, nic więcej nie chcieli powiedzieć, także co z naszymi pensjami" - pani z rejestracji szpitala w rozmowie z dziennikiem.pl żali się, że sama może dostać znacznie mniej niż lekarze.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl