"O Jezu kochany! Ja nic o tym nie wiem, pierwsze słyszę" - Zyta Gilowska była zszokowana, gdy dowiedziała się od dziennika.pl, że w Internecie pod jej nazwiskiem figuruje... pornostrona. "Jeszcze nie wiem, co w tej sprawie zrobię" - dodała, nie mogąc się pozbierać po tej informacji.
Pod internetowym adresem www.gilowska.pl ktoś umieścił zdjęcie spoconego damskiego dekoltu i linki do płatnych serwisów erotycznych. Jeden z nich zawiera anonse
towarzyskie i filmy porno. Zyta Gilowska dowiedziała się o tym od dziennika.pl. Nie kryła oburzenia, że ktoś wykorzystał jej nazwisko w tak ohydny sposób. "Do końca dnia nie będę mogła
zajrzeć do Internetu" - martwi się.
Cała sprawa jest ponad nerwy Gilowskiej. "Dajcie mi spokój! To jest jakiś nonsens; jedni opisują, że brałam pieniądze, inni że mam strony internetowe... Nie przyjmuję tego do wiadomości. Nie chcę się z tym kłócić" - mówi wyraźnie zmęczona i kończy ostrymi słowami: "To jest hańba!".
Postanowiliśmy pomóc byłej wicepremier. Ustaliliśmy, co powinna zrobić, jeśli czuje się urażona. Najpierw zawiadomić o przestępstwie prokuraturę. Prokuratura zajmie się sprawą i ustali właściciela strony. Potem skieruje sprawę do sądu, a ten zadecyduje, czy można w tym przypadku mówić o jakimkolwiek przestępstwie. Była wicepremier może też od razu zgłosić się na policję. Mundurowi mają specjalistów od namierzania takich dowcipnisiów.
Udało nam się ustalić, że strona www.gilowska.pl umieszczona jest na serwerze amerykańskim. Ale to dla policji nie problem. Każda domena z rozszerzeniem .pl jest rejestrowana przez Naukową Akademicką Sieć Komputerową. "Tam będą ślady prowadzące do autorów" - zdradza w rozmowie z dziennikiem.pl komisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji.
Cała sprawa jest ponad nerwy Gilowskiej. "Dajcie mi spokój! To jest jakiś nonsens; jedni opisują, że brałam pieniądze, inni że mam strony internetowe... Nie przyjmuję tego do wiadomości. Nie chcę się z tym kłócić" - mówi wyraźnie zmęczona i kończy ostrymi słowami: "To jest hańba!".
Postanowiliśmy pomóc byłej wicepremier. Ustaliliśmy, co powinna zrobić, jeśli czuje się urażona. Najpierw zawiadomić o przestępstwie prokuraturę. Prokuratura zajmie się sprawą i ustali właściciela strony. Potem skieruje sprawę do sądu, a ten zadecyduje, czy można w tym przypadku mówić o jakimkolwiek przestępstwie. Była wicepremier może też od razu zgłosić się na policję. Mundurowi mają specjalistów od namierzania takich dowcipnisiów.
Udało nam się ustalić, że strona www.gilowska.pl umieszczona jest na serwerze amerykańskim. Ale to dla policji nie problem. Każda domena z rozszerzeniem .pl jest rejestrowana przez Naukową Akademicką Sieć Komputerową. "Tam będą ślady prowadzące do autorów" - zdradza w rozmowie z dziennikiem.pl komisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|