A wiadomości są złe, bo Rutkowski szybko do domu nie wróci. Teraz dbają o niego strażnicy bytomskiego aresztu. Siedzi tu w celi przejściowej, z której za dwa, trzy dni pojedzie prosto do swojego M1 w więzieniu w Katowicach.
I choć są mocne dowody na to, że detektyw-showman pracował dla barona mafii paliwowej, gwarantując mu nietykalność, i prał dla przestępców brudne pieniądze, ojciec Rutkowskiego nie wierzy w winę syna. Uważa, że wszystko przez jego bujne związki z kobietami. Bo gdyby został ze swoją drugą żoną Anną, wiódłby ustabilizowane życie i na pewno nie wpadłby w tarapaty. Teraz o tego lowelasa drży rodzina. "Chcemy wiedzieć, co się dzieje z synem. On jest jedynakiem" - mówi "Faktowi" zatroskany 72-letni Jerzy Rutkowski.
Ale tylko bliscy detektywa wierzą w jego szczerość i niewinność. Prokuratura i sąd już przejrzały go na wylot. Nawet zasłabnięcie podczas rozprawy sądowej było udawane. "Jest zdrowy jak młody Bóg" - wyjaśnia "Faktowi" Henryk Szczerba ze szpitala MSWiA.