To biskup krakowski Jan Pietraszko, który zmarł ze sławą nieomal świętego. I paradoksalnie to jego świętość potwierdzają raporty bezpieki. Biskupowi nie oszczędzono prób skompromitowania i złamania, ale on był nieugięty. I nigdy nie zgodził się na współpracę. Esbecy w końcu doszli do wniosku, że tego księdza nie da się żadną siłą pozyskać.
Ale nie tylko księża byli zdolni do heroicznych czynów. Dla wielu żołnierzy Armii Krajowej prześladowanej przez reżim w latach 50-tych również honor był najważniejszy. Jeden z akowców został osaczony przez Urząd Bezpieczeństwa w niezwykle ciężkiej sytuacji rodzinnej. Podpisał zabowiązanie, ale natychmiast, gdy kryzys minął, zerwał kontakty z UB. "Zachowały się nawet relacje oficerów, którzy relacjonowali, że ten człowiek grozi im, że jeśli nie zostawią go w spokoju, pójdzie do lasu" - opowiada w "Fakcie" prezes IPN Janusz Kurtyka.