Dramat rozegrał się w sobotę. Do zakonu sióstr Karmelitanek Bosych w Przemyślu kilka razy dzwoniła kobieta. Gdy drżącym głosem prosiła o modlitwę, przeczuwały, że dzieje się z nią coś złego. I, że musi być w ciężkiej depresji. Miały rację. W ostatnim telefonie powiedziała, że chce się zabić. I odłożyła słuchawkę. Na szczęście wcześniej podała swoje nazwisko.
Karmelitanki, które nie mogą opuszczać klasztornych murów, natychmiast zaalarmowały przemyską policję. Błagając o ratunek dla nieznanej, cierpiącej kobiety. Policjanci błyskawicznie zabrali się do poszukiwań desperatki. Ustalili, że dzwoniła z Warszawy. Wtedy do akcji wkroczył patrol stołeczny.
Odnaleźli ją w ostatniej chwili, gdy leżała bez przytomności. Wcześniej połknęła garść silnych leków. Na szczęście lekarze ją uratowali.