"Biegły uznał, że nie wydaje się, by obecność wirusa można było wykryć później niż nawet po paru godzinach od zgonu" - powiedział prokurator Janusz Walczak z kaliskiej prokuratury.
Sprawa była przesądzona jeszcze przed ekspertyzą biegłego. "Nie przeprowadzimy ekshumacji" - mówił 22 sierpnia dziennikowi.pl prokurator Walczak.
"To bez sensu" - wtórował mu prof. Andrzej Gładysz, szef Katedry Chorób Zakaźnych wrocławskiej Akademii Medycznej, którego poprosiliśmy o opinię. Jak wyjaśniał, wirus żółtaczki w ciele zmarłego bardzo szybko ginie.
Prokuratura badająca sprawę zarażania pacjentów w stacji dializ obciąża pielęgniarkę i ordynatora. Okazało się, że nie wymieniali rurki w aparacie do dializ, którą płynęła krew. Przez to zarazili 48 pacjentów najgroźniejszym wirusem żółtaczki. 25 innych osób zmarło. Prokuratorzy chcieli dociec, co było przyczyną śmierci.
Pielęgniarka w piątek usłyszała zarzut sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia. Grozi jej do ośmiu lat więzienia.