Ponad 2,8 promila alkoholu - tyle miał lekarz, który obsługiwał rentgen w jednej z prywatnych przychodni w Katowicach. Tragedii - czyli zabójczemu napromieniowaniu badanych - zapobiegł jeden z pacjentów. Poczuł z ust doktorka odór alkoholu. I wezwał policję.
Funkcjonariusze zabrali 71-letniego pijaka z dyżuru prosto do izby wytrzeźwień. Gdy już oprzytomniał - radiolog źle się poczuł. I wylądował na badaniach. Być może za głupie pijaństwo zapłaci i swoim zdrowiem. Gdy obsługiwał rentgena, nie widząc kompletnie na oczy, miał prawie 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu!
Ale jakkolwiek by się czuł - kary nie uniknie. Gdy policja dostanie wyniki badań doktorka - usłyszy on zarzuty. Na pewno odpowie za picie w pracy - za co grozi wywalenie z roboty. A gdy
stróże prawa zasolą mu drugi zarzut - narażenie pacjentów na niebezpieczeństwo - może wylądować na 3 lata za kratami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|