Anna D. przeżyła chwile grozy. Przestępca wyrósł jakby spod ziemi, gdy pustą ulicą wracała do domu. W jego ręku błysnął nóż. Bandzior zażądał komórki i torebki. Kobieta czując ostrze blisko swojej szyi, uległa złodziejowi. Oddała mu torebkę z całą zawartością. Ale rabuś zamiast uciekać, stał wpatrzony w swoją ofiarę.
W końcu, czerwieniąc się, wyjąkał, że chce jeszcze dostać pocałunek na pożegnanie. Ale ponieważ urodą nie grzeszył, a spotkanie na ulicy nie było randką, w pani Ani w końcu zagotowała się krew. Stanowczo wyjaśniała napastnikowi, że tego już za wiele. "Zabierz torebkę i zostaw mnie w spokoju" - krzyknęła. Bandzior jeszcze chwilę stał jak wryty, nie mogąc otrząsnąć się z niespodziewanego kosza. Potem cmoknął ofiarę w policzek i zaczął uciekać.
Całuśnika szukają teraz wszyscy lubelscy policjanci. Podejrzewają, że ofiar tego dziwnego złodzieja jest więcej. Ale na razie tylko jedna z nich zgłosiła napad i... wymuszenie pocałunku. Są jednak pewni, że złapią bandytę dzięki dokładnemu portretowi pamięciowemu.