W firmie ginie laptop szefa, ktoś notorycznie psuje nowoczesną maszynę, w niewyjaśnionych okolicznościach znikają pieniądze. Wielu szefów firm zaczyna korzystać z usług specjalistów od wykrywania kłamstw, żeby znaleźć winnych. "Rocznie zgłasza się do mnie ponad stu klientów" - zdradza DZIENNIKOWI Edward Lewandowski, członek Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego.
Kodeks pracy nie odpowiada, co prawda, na pytanie, czy można zwolnić kogoś na podstawie obciążającego wyniku testu wariografem, ale i tak wykrywacz sieje postrach wśród pracowników. Bo choć nikt ich nie może zmusić do badania, to przecież ten, który nie będzie chciał się poddać testom, z góry może zostać uznany za winnego. "Pracodawcy nie powinni tego robić, ale szefowie firm korzystają z luki prawnej, działając na zasadzie: co nie jest zakazane, to jest dozwolone" - mówi Adam Ambrozik, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich.
Pracodawcy stawiają jednak na swoim. Chcą prawa badania pracowników wykrywaczem kłamstw i zwalniania ich, jeśli badanie wykaże ich winę. Ich zdaniem, taki zapis powinien znaleźć się w kodeksie pracy.