Iwona Dudzik: Czy minister zdrowia wie o zamianie leków w Jelfie i o tym, co zdarzyło się w Siedlcach?
Paweł Trzciński: Wie. O tym, co się stało, szpital w Siedlcach poinformował nas natychmiast. Główny inspektor farmaceutyczny zrobił kontrolę i okazało się, że tylko jedna seria była
wadliwa. Wycofano ją już z obrotu. Jeszcze trwają rozszerzone badania kolejnych serii.
Wygląda na to, że wszyscy wiedzieli o sprawie, tylko pacjentów, którzy mogli przyjąć lek, nikt nie zawiadomił o niebezpieczeństwie.
Z tego, co wiem, na stronie internetowej Głównego Inspektora Farmaceutycznego takie informacje na bieżąco się ukazują, choć akurat tej chyba nie było z powodu kłopotów z serwerem.
Zapewniam, że osobiście chciałem powiadomić media o sprawie, ale postanowiłem poczekać na szczegółowe wyniki badań kolejnych serii. Poza tym dobrym zwyczajem byłoby, gdyby firma
farmaceutyczna sama poinformowała zainteresowanych.
Jak sprawdziliśmy, ani firma, ani urzędnicy nie mają obowiązku informować społeczeństwa o zagrożeniu. Może czas zmienić przepisy tak, by chroniły interesy
pacjentów?
Nie wszytko musi być uregulowane prawnie. Jeśli system powiadamiania działa, a jak tłumaczyłem, tak właśnie jest, to nie ma potrzeby tego zmieniać.
Pamiętajmy, że to seria sprzed roku, która już prawdopodobnie została zużyta przez pacjentów. Tego leku w tej chwili nie ma w aptekach. Mieliśmy tylko jedno jedyne doniesienie, więc
zagrożenia nie ma.