Sławomir Cichy: Jest pan pierwszym bezdomnym, którego zna cała Polska.
Hubert Hoffman: Czy z tego powodu coś się zmieniło? Nadal traktują mnie na dworcu jak człowieka drugiej kategorii. A może właśnie gdzieś się wybieram i jestem podróżnym? To, że nie mam dokumentów, nie znaczy, że można mnie kopać i kontrolować co chwilę.

Policjanci są tacy złośliwi? Szykanują pana?

Nie oni, ale sokiści. Tak, to są szykany. Bo pan może tu cały dzień chodzić i nikt nawet nie zapyta, dlaczego. A ja od razu: dokumenty, posterunek, przesłuchanie. Można się wkur... Znaczy można się zdenerwować i sypnąć wiąchą.

Gdzie się pan teraz wybiera jako podróżny?
Dziś, to pewno z kolegami oblać jutrzejszy wyjazd do Warszawy. Mam wystąpić u Tomasza Lisa w Co z tą Polską.

No właśnie. Co z tą Polską?
No właśnie, co? Ja się na polityce nie znam. Odsiedziałem 21 miesięcy za dziesiątkę (pobicie) i chciałem normalnie żyć. Ale się nie da.

Życie na dworcu jest normalne?
Nie żyję na dworcu. A w Warszawie na Centralnym co 15 metrów, co 15 minut spisują, no to mnie nerwy poniosły i sypnąłem wiązanką. Ale nawet nie wiedziałem, że prezydenta obrażam. I nie wiem, czy Kaczyńskiego, czy Kwaśniewskiego. To gliny powiedziały, że Kaczyńskiego.

W niedzielę wybory samorządowe w całej Polsce. Będzie pan głosował?
Mówiłem, że jutro jadę do Warszawy. Na polityce się nie znam i nigdy nie głosuję. W Warszawie zostanę już do rozprawy. Poza tym skroili mi dowód. Jedyny dokument, jaki mam, to wezwanie do sądu na rozprawę 15 listopada. Stawię się. To mogę obiecać. Bo ja swój honor mam. Zresztą sam jestem ciekawy, o co tak naprawdę mnie oskarżają, że 3 lata mogę dostać.

Nie boi się pan tak długiej odsiadki?

Nie. Mnie to śmieszy, że jeden człowiek może obrażać drugiego, mówiąc spieprzaj, dziadu, a drugi nie może, bo ma na głowie trójkę za kratami. Odsiedziałem niewinnie 21 miesięcy, mogę odsiedzieć kolejne. Zęby tylko znowu podleczę i tyle.

Czym pan będzie oblewał wyjazd do Warszawy?
Mam wódkę. Ale normalnie to jest mniej bogaty trunek. Policja by mnie nie znalazła w Katowicach, gdyby nie to, że za głośno gadaliśmy na klatce schodowej w domu przy Słonecznej. Trochę trunku i zadzwoniła lokatorka, że bezdomni, że hałasują. Ludzie są różni. Teraz mieszkamy gdzie indziej i nikt się nie czepia.

Zwykle co pan pije? Tanie wino?

A skąd. Tak nisko to nie upadłem. Normalnie to kulturalnie nalewki spożywamy z kolegami. Wiśnie. Tak nawet ostatnio gadaliśmy, ile można by kupić wiśni za pieniądze, które wydało państwo na moje poszukiwania. Na proces i w końcu na to, żebym odsiedział swoje, za obrazę głowy państwa. Nie mogliśmy się doliczyć, ale pewno dużo.

Gdyby mógł pan cofnąć się w czasie do momentu, w którym wykrzykiwał obraźliwe teksty pod adresem prezydenta, zrobiłby pan to jeszcze raz?
Głuchy pan? Ja politykę mam gdzieś. Nie znam się na tym. Nawet nie wiedziałem, kto jest prezydentem. Wiąchę zdarza mi się puścić, nie powiem, ale już bez nazwisk. Człowiek chce spokojnie żyć. Zwiedzać piękny kraj, a nie domy z kratami.

Czyli jest pan bez domu z wyboru?
A to mogę z ręką na sercu powiedzieć. Tak. Jak wyszedłem za to pobicie, to matka mi mówiła, żebym wrócił. Bo jak sobie narobię kłopotu, to mi nie pomoże. Teraz pewno zła jest, bo miała rację. Ale mnie ciągnęło, żeby zobaczyć kawałek świata i tyle.

Podoba się panu Polska?
Ogólnie tak. Ale nie ma wolności, skoro nie można żyć jak się chce, a za słowa można trafić do więzienia. Ale nie wszystkie słowa. Gdyby wsadzali każdego, kto krzyczy do drugiego człowieka na ulicy zabiję cię, więzienia dawno pękałyby w szwach. Słów nie traktuje się więc jednakowo poważnie. Moje były na wagę więzienia i dlatego się śmieję.

Ale prokuratura umorzyłaby postępowanie, gdyby nie poprzednie pana grzechy. Niepłacenie alimentów, kradzieże, pobicia... Ma pan tego trochę na swoim koncie.
Właśnie dlatego to całe zamieszanie jest takie śmieszne. Że ja, człowiek traktowany przez wszystkich jak margines, stałem się przez nadgorliwych policjantów bohaterem. Przeczytałem, że chce mi pomóc jakaś fundacja praw człowieka, której nawet nie znam. Jest się z czego śmiać.