A sprawa jest bardzo poważna, bo gangrena jest niezwykle trudna do wyleczenia. Atakuje rany, prowadzi do ropnych zakażeń, często kończy się amputacją. W salach wypełnionych poparzonymi ludźmi może błyskawicznie się rozprzestrzeniać. Dlatego dyrektor centrum postanowił odciąć szpital od świata. Lekarze pilnują nawet, by chorzy nie chodzili po korytarzach. W szpitalu panuje ścisła kwarantanna.
Skąd gangrena się tam wzięła? Siemianowickie centrum przyjęło kobietę ze zgorzelą gazową i to ta pacjentka najpewniej zaraziła dwóch kolejnych pacjentów.
Inspektorzy pobrali już próbki z sal, w których leżeli chorzy. Poszły do badań. W poniedziałek będzie wiadomo, czy pałeczki zgorzeli rozprzestrzeniają się dalej po szpitalu. Jeśli sprawdzi się najczarniejszy scenariusz, to słynne centrum leczenia oparzeń stanie przed widmem epidemii bardzo niebezpiecznej choroby.