Czesława Dziubek, emerytowana pracownica przedszkola, w czwartek, wracała od siostry Anieli Mistygacz, którą się opiekowała.Szła na tramwaj, który odjeżdżał z przystanku przy ulicy Rzgowskiej w Łodzi. Była 21.50, gdy wchodziła na przejście dla pieszych - pisze "Fakt".

Reklama

Emerytka pewnie nawet nie zauważyła samochodu, który nadjechał nagle z dużą prędkością. Auto mimo nagłego hamowania z ogromną siłą uderzyło w kobietę i odrzuciło ją na kilka metrów. Kilkanaście minut później emerytka zmarła w karetce - pisze "Fakt".

Początkowo Tomasz Hajto zachowywał się, jakby chciał uciec z miejsca wypadku. Odjechał kawałek. Ale po 200 metrach zatrzymał samochód. Policja jest pewna, że to on jest winny wypadku. "Kierowca nie zachował ostrożności i nie ustąpił pierwszeństwa pieszej" - powiedział "Faktowi" Mirosław Micor z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.

Wczoraj łódzka policja postawiła Hajcie zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to nawet osiem lat w celi. Na swoje szczęście piłkarz był trzeźwy. Przyznał się do wszystkiego.

Jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o wypadku, był trener ŁKS Marek Chojnacki. Do trzeciej w nocy rozmawiał z zawodnikiem, a wczoraj spędził z nim niemal cały dzień. Towarzyszył mu podczas przesłuchania na policji i na spotkaniu z adwokatem. "Hajto jest cały rozdygotany. Odjęło mu mowę. Wie, do jakiej tragedii doprowadził" - powiedział "Faktowi" Chojnacki.

Reklama

To nie pierwszy wypadek Hajty. W sierpniu zeszłego roku piłkarz uczestniczył w karambolu na tej samej ulicy. Wtedy nikomu nic się nie stało.