Skoczyła z kilkudniowym dzieckiem do Wisły. Ona przeżyła, ciała maleństwa nie udało się dotąd odnaleźć. Dziś 30-letnia Joanna K. z Puław (Lubelskie) usłyszała zarzut zabójstwa. Wciąż jednak nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć tego, co się stało.
W nocy z niedzieli na poniedziałek kobieta wyszła z domu, zostawiając śpiących męża i starsze dziecko. Nowo narodzonego synka w nosidełku włożyła do auta. Potem pojechała nad Wisłę. Tam skoczyła z mostu.
Gdy wydostała się z wody, w przemoczonym ubraniu poszła na policję. Opowiedziała o tym, co zrobiła. Płetwonurkowie przeczesali rzekę w poszukiwaniu chłopczyka, ale do dziś nie znaleźli ciała.
30-latka przyznaje się do winy. Mówi, że zamierzała popełnić samobójstwo, ale jej wyjaśnienia są dość niezrozumiałe. Dlatego kobietę zbada psychiatra. Joanna K. została już tymczasowo aresztowana na trzy miesiące.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|