Medyczna afera-gigant miała zacząć się w szpitalu w Radomiu. Zarzuty obejmują m.in. umieszczanie za łapówkę produktów na listach leków refundowanych, ustawianie przetargów, wypłacanie pieniędzy na podstawie fikcyjnych umów o dzieło, czy finansowanie lekarzom zagranicznych wycieczek w zamian za wypisywanie odpowiednich leków - donosi tygodnik.

"Obecnie aferę rozpracowują radomska policja i prokuratura, ale w najbliższych dniach zostanie powołana międzywojewódzka grupa dochodzeniowo-śledcza" - powiedział "Wprost" komendant główny policji Konrad Kornatowski. W tej sprawie podejrzanych jest na razie 19 osób, z czego dziewięć przebywa w areszcie.

Podejrzanym zabezpieczono majątek - około miliona złotych - na poczet przyszłych kar. Według "Wprost", na celowniku śledczych jest w sumie prawie trzysta osób związanych ze służbą zdrowia.

Prokuratorzy i policjanci dysponują według tygodnika dowodami na to, że w nielegalnym procederze brali udział wysocy urzędnicy NFZ i Ministerstwa Zdrowia oraz członkowie zarządów dwóch dużych międzynarodowych firm - jedna produkuje leki, a druga wyroby medyczne. W zamian za łapówki urzędnicy resortu zdrowia i NFZ zobowiązywali się też lobbować na rzecz konkretnego koncernu i umieszczać jego produkty na liście leków refundowanych.