"Włączyła się sygnalizacja alarmowa przy wysokich obrotach" - mówi dziennikowi.pl rzecznik MON, Jarosław Rybak. Dlatego pilot odwołał start maszyny, a delegacja spędziła noc w hotelu.
MON ma już plan awaryjny. Do Norwegii lecą dwa samoloty. Jeden ma na pokładzie techników i aparaturę testującą. Eksperci sprawdzą, co tak naprawdę popsuło się w samolocie, i będą próbowali usunąć usterkę. Druga z maszyn ma przywieźć do Polski kombatantów, biskupów i polityków, którzy mieli przymusowy nadliczbowy nocleg w Norwegii.
Tupolew miał wystartować w niedzielę o godzinie 18, ale okazało się, że jest zepsuty. Awarie rządowych samolotów zdarzają się ostatnio bardzo często. Dwa tygodnie temu popsuł się antonow 28 i ze Słowacji nie mógł wrócić wicepremier Andrzej Lepper.
W maju, podczas lotu ministra środowiska Jana Szyszki, pękła jedna z warstw przedniej szyby w kokpicie pilotów. Kłopoty z rządowymi maszynami mieli też m.in. premierzy Jerzy Buzek i Leszek Miller czy marszałek Senatu Alicja Grześkowiak.