Dziennik Gazeta Prawana logo

Karetka przyjechała po 9 godzinach. Pacjent zmarł

25 września 2010, 14:09
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Policja wyjaśnia okoliczności śmierci 36-letniego Tomasza z Katowic. Rodzina zmarłego uważa, że mężczyzna mógłby przeżyć, gdyby karetka przyjechała wtedy, kiedy wezwano ją po raz pierwszy.

Od pierwszego wezwania pogotowia do przyjazdu karetki minęło - według bliskich zmarłego - blisko 9 godzin. Mężczyzna zmarł po przewiezieniu do szpitala. Przyczyną zgonu był prawdopodobnie udar mózgu.

Przyjęcie zgłoszenia w tej sprawie potwierdził PAP rzecznik katowickiej policji Jacek Pytel. "Będziemy ustalać wszelkie okoliczności tej sprawy. Jest o niej także powiadomiony prokurator. Zostanie zabezpieczona dokumentacja medyczna i przeprowadzona sekcja zwłok" - powiedział

Z kolei rzecznik Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach Jerzy Wiśniewski powiedział PAP, że aby szczegółowo ustalić okoliczności zgłoszenia, najpierw trzeba przesłuchać taśmę z zarejestrowanymi rozmowami żony Tomasza z dyspozytorką. "Możemy to zrobić nie wcześniej niż w poniedziałek" - powiedział. Nie wykluczył jednak dodatkowych informacji na ten temat jeszcze w sobotę.

W czwartek wieczorem Tomasz uskarżał się na ból ucha, wymiotował i miał bardzo wysoką gorączkę. Jego żona zdzwoniła na pogotowie. Według rodziny dyspozytorka katowickiego pogotowia odmówiła wysłania karetki i poradziła żonie, by udała się do apteki i kupiła leki przeciwbólowe albo sama przywiozła męża.

Rano, gdy stan mężczyzny pogorszył się, rodzina po raz drugi zadzwoniła na pogotowie. "Pierwsze wezwanie było w czwartek po godz. 21. Po raz drugi bratowa dzwoniła na pogotowie ponownie w piątek, przed godz. 7. rano, karetka przyjechała zaraz po godz. 7" - powiedziała PAP siostra Tomasza, Katarzyna Smołczyk.

Według jej relacji, kiedy po raz pierwszy żona Tomasza zadzwonił po pogotowie, chory był jeszcze świadomy. Kiedy rano pogotowie przyjechało, kontakt z Tomaszem był już bardzo utrudniony, chory miał drgawki.

Jak relacjonuje rodzina, dwóch ratowników nie potrafiło znieść chorego mężczyzny, dlatego na miejsce wezwano kolejną karetkę do pomocy. Został przewieziony do katowickiego szpitala MSWiA, zaraz potem do Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach-Ligocie. Tam stan mężczyzny się pogorszył, Tomasz stracił przytomność. Zmarł w piątek wieczorem.

Przypuszczalną przyczyną zgonu było zapalenie opon mózgowych połączone z udarem. Rodzina uważa, że gdyby Tomasz znalazł się szybciej w szpitalu, miałby szanse na przeżycie. W piątek po południu złożyli doniesienie na policji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj