W internecie opublikowany został w czwartek wstępny raport komisji badającej przyczyny awaryjnego lądowania Boeinga 767 na warszawskim lotnisku Chopina. Umieszczono go na stronie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.. Dokument liczy 19 stron. Jak wcześniej informował wiceprzewodniczący komisji Maciej Lasek, zawiera jedynie ustalenia faktyczne m.in. chronologiczny opis zdarzenia. Nie ma w nim natomiast analiz ani wyników przeprowadzanych przez komisję badań.

Komisja na podstawie prawa lotniczego i zapisu aneksu 13 do Konwencji Chicagowskiej zakwalifikowała awaryjne lądowanie Boeinga, bez wysuniętego podwozia, jako wypadek. Zgodnie z przepisami wstępny raport w tej sprawie miał powstać w ciągu 30 dni.

Komisja stwierdza, że bezpiecznik odpowiadający m.in. za awaryjne wysuwanie podwozia był wyłączony, czego nie sygnalizowały systemy samolotu, a co stwierdzono już podczas wstępnej inspekcji samolotu. Jak pisze komisja, zabezpieczał on kilka systemów samolotu, między innymi zastępczy system wypuszczania podwozia. "Pozycja +wyłączono+ bezpiecznika nie jest rejestrowana ani sygnalizowana przez systemy samolotu" - napisano we wstępnym raporcie.

Gdy samolot podniesiono z płyty lotniska, podłączono zewnętrzne zasilanie oraz wciśnięto bezpiecznik, podwozie się wysunęło - stwierdziła komisja.

Ponadto ustalono, że boeing, który awaryjnie lądował na warszawskim lotnisku, był przed wylotem z Newark sprawdzony pod względem technicznym, a przegląd nie wykazał żadnych niesprawności.

Według dokumentu, po starcie samolotu doszło do wycieku płynu hydraulicznego z centralnej instalacji hydraulicznej. Sygnalizacja niskiego ciśnienia w instalacji pojawiła się 24 minuty po starcie z Newark. Załoga samolotu - jak zaznaczają eksperci - została o tym poinformowana, m.in. przez pokładowy rejestrator parametrów lotu, i zadziała zgodnie z procedurą, czyli skonsultowała się z centrum operacyjnym operatora i podjęła decyzję o kontynuowaniu lotu do Warszawy.

Z wstępnego raportu wynika też, że członkowie załogi - zarówno piloci jak i personel pokładowy, mieli stosowne uprawnienia i dopuszczenia do wykonywania lotu.


Teraz eksperci przygotowywać będą projekt raportu końcowego; prace nad nim mogą potrwać nawet kilka miesięcy. Z tym projektem zapozna się załoga samolotu oraz przewoźnik; następnie zostanie on przetłumaczony na język angielski i wysłany do amerykańskiej organizacji zajmującej się badaniem wypadków i katastrof NTSB (National Transportation Safety Board) oraz do producenta samolotu, firmy Boeing.

1 listopada lecący z amerykańskiego Newark w stanie New Jersey samolot Polskich Linii Lotniczych LOT wylądował awaryjnie na warszawskim lotnisku Chopina. Maszyna nie mogła wysunąć podwozia i lądowała "na brzuchu". Na pokładzie było 220 pasażerów i 11 członków załogi; nikt nie został ranny.

Już podczas wstępnej inspekcji samolotu komisja stwierdziła, że jeden z bezpieczników w samolocie Boeinga był wyłączony. Jak pisze komisja, zabezpieczał on kilka systemów samolotu, między innymi zastępczy system wypuszczania podwozia. "Pozycja +wyłączono+ bezpiecznika nie jest rejestrowana ani sygnalizowana przez systemy samolotu" - napisano we wstępnym raporcie.

Gdy samolot podniesiono z płyty lotniska, podłączono zewnętrzne zasilanie oraz wciśnięto bezpiecznik, podwozie się wysunęło - stwierdziła komisja.

W czwartek PKBWL opublikowała wstępny raport z badania tego wypadku. Dokument ma wersje polską i angielską. Obie liczą po 19 stron. Raport zawiera jedynie ustalenia faktyczne m.in. chronologiczny opis zdarzenia. Nie ma w nim natomiast analiz ani wyników przeprowadzanych przez komisję badań Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych odczytała pokładowe rejestratory parametrów lotu, zabezpieczyła dokumentację techniczną samolotu, przeprowadziła ocenę stanu technicznego maszyny i jej systemów, a także prowadziła wywiady z załogą.

Na raport czeka także stołeczna prokuratura okręgowa prowadząca śledztwo dotyczącego awaryjnego lądowania Boeinga 767. Śledczy ustalają, jak doszło do konieczności awaryjnego lądowania, czy dopełnione zostały wszystkie procedury i czy ktoś mógł popełnić błąd. W tej sprawie przesłuchani zostali już członkowie załogi. Trwają przesłuchania pasażerów, którzy otrzymali status pokrzywdzonych.

Śledztwo wszczęto z artykułu 174 Kodeksu karnego. Mówi on o "sprowadzeniu bezpośredniego zagrożenia katastrofą w ruchu lotniczym". Grozi za to od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.