Ekspertów nasz słabnący apetyt na chleb i bułki nie dziwi. Ich zdaniem pieczywo przegrywa konkurencję m.in. z makaronami, płatkami śniadaniowymi czy z przekąskami. Te produkty w przeciwieństwie do chleba czy bułek są mocno reklamowane, co sprzyja ich rosnącej konsumpcji – ocenia prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Chleb stracił na znaczeniu także przez... dietetyków. Ludzie uwierzyli bowiem, że tuczy. A tak nie jest, jeśli spożywa się go z i umiarem – mówi prof. Mieczysław Jankiewicz z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Dodaje, że chleb i inne produkty zbożowe są wręcz zbawienne, bo posiadają tzw. substancje balastowe, które mogą nas chronić przed chorobami cywilizacyjnymi.

Ale są także czysto ekonomiczne powody tego, że rynek chleba się kurczy. Po prostu nie jest już on tak tani, jak dawniej – podkreśla prof. Świetlik. Potwierdzają to dane GUS – w lutym kilogram chleba kosztował tyle co 5 kg ziemniaków lub 2 kg kaszy jęczmiennej. Błędne okazało się przekonanie piekarzy, że skoro chleb jest artykułem pierwszej potrzeby, to można bezkarnie podnosić jego ceny bez skutków dla jego konsumpcji – komentuje Świetlik.

Z tą opinią nie zgadza się Grzegorz Nowakowski, prezes Instytutu Polskie Pieczywo. Jego zdaniem piekarnie zmuszone są do cenowego konkurowania ze sobą, co odbija się na jakości pieczywa. A na kiepski chleb zapotrzebowanie jest coraz mniejsze. Ponadto zmieniają się nawyki żywieniowe. Dzieci zamiast kanapek na drugie śniadanie dostają kieszonkowe, za które kupują słodycze i chipsy – uważa Nowakowski. Sam nie widzi jednak szans na zahamowanie spadków spożycia i sprzedaży pieczywa. Szacuje, że w najbliższych latach konsumpcja chleba i bułek spadnie do poziomu 45 kg na osobę rocznie. A to będzie oznaczało bankructwo dla części z 10 tys. funkcjonujących obecnie piekarni.