Nic nie wskazywało na tragedię. Tak policja mówi o wydarzeniach w Wołominie. Zginęła tam matka, konkubent i ich 15-letnia córka, a dwoje pozostałych dzieci przebywa w szpitalu. Konkubent był prawdopodobnie sprawcą całego wydarzenia.

Dzieci są cały czas pod opieką lekarzy - mówił dziś rano na konferencji prasowej pod Komendą Stołecznej Policji rzecznik warszawskich policjantów, Mariusz Mrozek. Jak podkreślał, wczoraj trafiły one do warszawskiego szpitala w stanie ciężkim. Były też operowane.

Policja trzykrotnie interweniowała w domu, w którym doszło do tragedii. Chodziło o pobicie kobiety przez jej konkubenta, jednak w żadnym z tych przypadków nie chciała ona składać zeznań obciążających partnera. Do ostatniej takiej interwencji doszło w maju 2011 roku. Rzecznik stołecznych policjantów mówił, że od tego czasu rodzina nie kontaktowała się też z Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Mariusz Mrozek wskazywał też, że wczoraj wielu sąsiadów mówiło w telewizji o tym, że w rodzinie, w której doszło do tragedii, już wcześniej działo się źle. Nikt jednak nie poinformował o tym policji. Panowała swoista zmowa milczenia - mówił rzecznik stołecznych funkcjonariuszy.

Mariusza Mrozek mówił, że w przeddzień tragedii konkubenci byli w klubie karaoke. Według świadków, bawili się dobrze, nic nie wskazywało na jakiekolwiek spięcia. Sam mężczyzna był wcześniej trzykrotnie karany za rozboje: w 1990, 1995 i 2000 roku.