Według austriackiej gazety Jan Kulczyk, po tym jak w 2014 roku poddał się w Nowym Jorku eksperymentalnej metodzie leczenia raka prostaty, wrócił w tym roku do Austrii, by poddać się zabiegowi limfadenektomii - opisuje "Fakt".
- mówi Faktowi osoba z otoczenia miliardera. Podczas tego zabiegu - podobno prostego - doszło jednak do komplikacji. Operacja miała trwać półtorej godziny, ale przeciągnęła się niemal do sześciu. "Heute" pisze, że w tym czasie doszło do uszkodzenia jednej z tętnic udowych Kulczyka, a do akcji zaangażowano chirurga naczyniowego.
Biznesmen zmarł 29 lipca "w wyniku powikłań pooperacyjnych".
W całej tej historii, o której pisze "Fakt", spisku doszukuje się "Fronda". czytamy na stronie.
snuje teorie katolicki serwis internetowy.