I informuje, że kobieta sama zapłaciła grzywnę, a od ”Faktu” jej rodzina być może będzie teraz żądać sprostowania.
Mowa o Ewie Domagalskiej, o której jako pierwszy napisał "Tygodnik Wągrowiecki". Według jego relacji, Domagalska miała w terminie nie przerejestrować samochodu, za co dostała 100 zł grzywny. A że kary nie zapłaciła, nie odrobiła też prac społecznych, to sąd zdecydował ostatecznie, że trafi – na 5 dni – za kratki.
– skarżyła się mediom matka szóstki dzieci. Historię natychmiast podchwyciły inne media, teraz weryfikuje ją Gazeta.pl.
Samotna kobieta z... partnerem
"Gdy przyjeżdżam do Skoków, okazuje się, że Ewa wcale nie jest samotną matką. Na podwórku wita mnie Sebastian, jej partner i ojciec trójki najmłodszych dzieci. Rodzina zajmuje trzy pokoje na parterze niewielkiego domu. Na piętrze mieszkają rodzice Sebastiana. Syn z partnerką i gromadką dzieci nie muszą płacić za wynajem", opisuje Gazeta.pl.
Podaje też, że kobieta ma 7 dzieci, z których "najstarszy już się usamodzielnił". "Dziś wychowuje szóstkę własnych dzieci, ale przysposobiła też córkę obecnego partnera, czyli Sebastiana", dodaje.
Samochód, którego już nie ma
Nieprawdziwa jest też historia z samochodem – fiat palio weekend, rocznik 1999. – opowiada obecny partner kobiety.
Gdy sprawę samotnej matki, która ma pójść za kratki, opisują tabloidy, reaguje minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Wydaje wągrowieckiej prokuraturze polecenie, by zatrzymała wykonanie kary. Decyzja sądu, jak czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej, budzi wątpliwości swoją surowością i nie uwzględnia życiowej sytuacji skazanej. W komunikacie też jest mowa o matce samotnie wychowującej dzieci.
– powie też Ziobro w "Super Expressie".
Zanim jednak minister zainterweniował, kobieta wpłaciła 100 zł. Sąd cofnął w tej sytuacji decyzję o areszcie.
"Fakt" tymczasem podał, że sam postanowił pomóc i zapłacił karę. I zacytował Ewę, która ze łzami w oczach miała powiedzieć:
Grzywna za składanie fałszywych zeznań
"Kłopoty Ewy mogą się jednak nie skończyć. Bo - jak mówi - ma jeszcze jeden wyrok. Musi zapłacić 3 tys. zł grzywny za składanie fałszywych zeznań. To historia sprzed kilku lat, ale Ewa nie potrafi jej jasno opowiedzieć. Jakiś znajomy sprzedał komuś samochód swego ojca, bez jego wiedzy, a potem prosił Ewę, by zeznała, że to ona go kupiła. Ewa: - Tak zrobiłam, ale potem to odwołałam. To była jakaś machlojka. Teraz napisałam do sądu, by mi tę grzywnę na raty rozłożyli", opisuje także Gazeta.pl.