W Polsce działa ponad 20 sądów polubownych. W następnym roku ma do nich dołączyć kolejny, ale działający na innych niż dotychczas zasadach. Całe postępowanie przed nim ma się toczyć przez internet.

ULTIMA RATIO będzie sądem nowej generacji, w pełni elektronicznym. Przedsiębiorcy czy reprezentujący ich prawnicy nie muszą tracić czasu na żmudne sporządzanie pism procesowych i dojazdy do sądów w całym kraju. Za pomocą prostych formularzy – czy to poprzez stronę internetową, czy poprzez mobilną aplikację – w ciągu zaledwie kilku minut będą mogli wygenerować pozew, dołączyć do niego zrobione smartfonem zdjęcia dokumentów i przesłać wszystko do naszego sądu. To olbrzymia oszczędność nie tylko czasu, ale i pieniędzy – mówi Robert Szczepanek, radca prawny i przewodniczący rady nadzorczej spółki Causa Finita, która współtworzy nowy sąd.

Cały proces ma toczyć się przez internet, od momentu złożenia pozwu i dowodów przez wyjaśnienia stron (w tym także na żywo, na czacie) aż do wydania wyroku. Arbitrzy nie będą orzekać w budynku sądu, tylko w dowolnym miejscu, w którym będzie dostęp do internetu. Wszystko to sprawi, że wyroki będą zapadać wyjątkowo szybko, w ciągu zaledwie 21 dni. Właśnie ta szybkość ma być podstawowym atutem nowego sądu. Koszty będą podobne do tych, jakie ponoszą strony przed sądami powszechnymi (5 proc. wartości sporu).

Rozstrzygnie notariusz

ULTIMA RATIO powstaje przy współpracy Stowarzyszenia Notariuszy RP. Właśnie notariusze będą arbitrami.

– Już w 2012 r. w naszym stowarzyszeniu pojawił się pomysł utworzenia sądu polubownego, który mógłby wykorzystać doświadczenie i wiedzę notariuszy. Wypracowaliśmy reguły jego działania, ale potrzebowaliśmy partnera, który pomógłby przełożyć je na praktyczne rozwiązania. Gdy Causa Finita pokazała nam swoje pomysły – projekt ULTIMA RATIO – okazało się, że możemy połączyć siły. Nasze stowarzyszenie zapewnia wkład merytoryczny, a przede wszystkim arbitrów, którzy będą gwarantować wysoką jakość orzecznictwa, spółka Causa Finita daje zaś infrastrukturę pozwalającą na prowadzenie spraw przez internet – wyjaśnia Paweł Orłowski, członek Zarządu Stowarzyszenia Notariuszy RP.

Rejenci, którzy zgłoszą chęć orzekania w nowym sądzie, przejdą szkolenia. Będą również deklarować dziedziny prawa, w których się specjalizują, tak by sprawy trafiały do osób najbardziej kompetentnych. Arbitrów losować ma system, uwzględniając jednak ich wcześniejszą pracę (m.in. szybkość orzekania i zgodność wyroków z wcześniejszym orzecznictwem). Po wylosowaniu notariusz będzie miał tylko 24 godziny na decyzję o przyjęciu sprawy. Działalność sądu będzie monitorowana przez dziesięcioosobową radę sądu polubownego, złożoną z wybitnych przedstawicieli nauki i praktyki prawa procesowego w Polsce.

Plusy i minusy

Nowy sąd, ze względu na sposób procesowania, będzie przeznaczony przede wszystkim do sporów, które można rozstrzygać w oparciu o faktury i inne dokumenty. Będzie więc niejako naturalną alternatywą dla e-sądu w Lublinie przy rozstrzyganiu spraw o zapłatę. Ten również działa szybko, ale od wydanego przez niego nakazu zapłaty można złożyć sprzeciw. To zaś oznacza, że sprawa trafia do sądu właściwego dla miejsca zamieszkania pozwanego. Tu zaś spowalnia. Dodatkowo prawnik reprezentujący powoda musi jechać często na rozprawę przez pół Polski. Tego ma mu oszczędzić ULTIMA RATIO. Co prawda wyroki wydawane przez ten sąd również będą zatwierdzane przez sąd apelacyjny, ale zazwyczaj jest to jedynie formalność i odbywa się podczas posiedzenia niejawnego, bez obecności stron.

O tym, czy nowy sąd będzie miał pracę, zdecydują ostatecznie przedsiębiorcy. Aby sprawa trafiła na wokandę, będą musieli zawrzeć stosowny zapis w umowie. Czy uda się ich do tego zachęcić?

– Dostrzegam sporo zalet nowego pomysłu – szybkość rozwiązywania sporów, rozstrzyganie ich przez notariuszy, czyli prawników, i prowadzenie całej procedury online – ocenia Maciej Jóźwiak, adwokat w kancelarii prawnej Wierzbowski Eversheds Sutherland, członek zarządu komisji ADR przy ICC Polska.

– Mam też jednak wątpliwości. Jedną z największych zalet arbitrażu jest wpływ na wybór arbitra. Tym arbitraż różni się od sądu powszechnego, że sprawy mogą być powierzone specjalistom z określonych dziedzin, niekoniecznie prawnikom. W formule ULTIMA RATIO sprawa trafi losowo do arbitra-prawnika, wyznaczanego przez instytucje arbitrażową – dodaje. Jego zdaniem minusem mogą też być ograniczenia dotyczące środków dowodowych, przede wszystkim brak możliwości powołania niezależnych biegłych. Pomysłodawcy odpowiadają, że strony będą mogły przedstawiać wyniki zleconych przez siebie ekspertyz, które będą traktowane jako dokumenty prywatne.

Doktor Ewa Butkiewicz, radca prawny z kancelarii Wardyński i Wspólnicy i członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Sądownictwa Polubownego ma wątpliwości, czy ULTIMA RATIO można będzie nazwać sądem polubownym.

Każda inicjatywa, która może prowadzić do rozwiązywania konfliktów pomiędzy partnerami biznesowymi, jest cenna. Nie każda jednak struktura organizacyjna spełniająca taką funkcję może się nazywać sądem arbitrażowym – zauważa prawniczka.

– Anonimowy arbiter, wybrany losowo, niemający osobistego kontaktu ze stronami – co wprawdzie formalnie jest możliwe – nie daje gwarancji osiągnięcia takiego skutku. Powaga orzeczeń sądów arbitrażowych opiera się też na wiarygodności i charakterze instytucji, przy której one działają. Rekrutacja sędziów rozstrzygających jednoosobowo przedstawione spory spośród notariuszy, których profesjonalizmu nie można nie doceniać, nie daje jednak gwarancji prawidłowego rozstrzygnięcia sporów z wielu dziedzin, by wymienić własność intelektualną czy nieuczciwą konkurencję – dodaje.

Do uwzględnienia w umowie zapisu na sąd ULTIMA RATIO z pewnością trudniej będzie przekonać dwóch równorzędnych partnerów. Łatwiej – duże firmy, które zawierają umowy masowo, gdyż one zazwyczaj narzucają warunki (np. firmy telekomunikacyjne czy banki).

– Jesteśmy po rozmowach z pierwszymi przedsiębiorcami. Zainteresowanie jest spore. Nasz sąd będzie mieć przewagę nad innymi sądami polubownymi, bo po prostu będzie od nich dużo tańszy. Z kolei w porównaniu do sądów powszechnych będzie według naszych analiz 20-krotnie szybszy. Nasi arbitrzy będą przy tym mogli przeznaczyć na daną sprawę o wiele więcej czasu, gdyż nie będą musieli zajmować się jakimikolwiek czynnościami poza merytorycznymi – przekonuje Robert Szczepanek.

Możliwa ugoda

Firmy chcące sądzić się elektronicznie będą mogły logować się do systemu za pomocą elektronicznego podpisu kwalifikowanego, ale trwają też prace nad możliwością logowania się za pośrednictwem banku lub potwierdzaniem tożsamości za pomocą mikropłatności. Wpis będą wpłacały obydwie strony – jeśli pozwany go nie uiści, nie będzie mógł przedstawić swych argumentów. Ciekawostką ma być możliwość sugerowania kwoty ugody – strony nie będą jej znały, ale jeśli sumy okażą się zbieżne, to do procesu nie dojdzie, tylko arbiter zaproponuje polubowne załatwienie sprawy.

System korzysta z publicznie dostępnych baz danych, zaciągając sam dane uczestników postępowania. Korespondencja może odbywać się przez e-mail (trzeba go będzie wskazywać w umowie, inaczej pisma będą kierowany na adres ujawniony w KRS lub CEIDG). Jest też jednak opcja prowadzenia rozmowy między stronami na żywo za pośrednictwem czatu.