Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowe śmieciowe regulacje uderzą firmy po kieszeniach

20 lutego 2019, 12:48
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Kolorowe kosze na śmieci
Kolorowe kosze na śmieci/Shutterstock
Rząd robi porządki w halach magazynowych i na placach, gdzie trzymane są odpady. Rachunek zapłacą przedsiębiorcy. Po raz kolejny w tym roku.

Obowiązkowe kamery, gwarancje finansowe, wyższe kary i skrócenie dopuszczalnego czasu magazynowania odpadów z trzech lat do roku. To tylko kilka z ostatnich zmian, do których muszą się dostosować przedsiębiorcy z branży odpadowej. Co na to sami zainteresowani? Komentują, że mamy dziś jedne z najbardziej rygorystycznych i represyjnych przepisów regulujących gospodarkę komunalną w całej UE.

To pokłosie zeszłorocznej nowelizacji ustawy o odpadach (Dz.U. z 2018 r. poz. 922 ze zm.), która miała postawić tamę fali pożarów wysypisk. Już wtedy podkreślano, że dokręcanie śruby uczciwym firmom nie odwróci tego trendu, a tylko obciąży je kosztami, które ostatecznie spadną na barki mieszkańców. Ten scenariusz się ziścił: pożary nie ustały, a średnie ceny za usługi komunalne wzrosły w ogłaszanych właśnie przetargach niemal dwukrotnie.

Lepszy nadzór

Sęk w tym, że resort środowiska nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i przygotował akt prawny, który – jeżeli wejdzie w niezmienionym kształcie – tylko zaostrzy te i tak już ostre wymogi.

Mowa o najnowszym projekcie rozporządzenia ministra środowiska w sprawie szczegółowych wymagań dla magazynowania odpadów. Co do zasady będą one musiały być rozdzielone na sektory lub specjalne boksy, a do tego zabezpieczone i przetrzymywane w warunkach, które zapobiegają emisji odorów, pyleniu lub rozsypywaniu się odpadów.

Resort tłumaczy, że nowe wymogi są konieczne dla zabezpieczenia m.in. odpadów łatwo palnych przed czynnikami zewnętrznymi: dostępem niepowołanych osób, niepożądaną aktywnością gryzoni oraz czynnikami atmosferycznymi (deszcz, wysoka temperatura), które mogą doprowadzić do zaprószenia ognia.

(Nie)potrzebne obciążenia?

Zdaniem przedsiębiorców projektowane przepisy są dogmatycznie restrykcyjne. W praktyce, żeby sprostać tym wymogom, konieczna będzie całkowita reorganizacja wielu przedsiębiorstw, budowa nowych wiat, budynków i zadaszeń nad placami, gdzie przetrzymywane są odpady. – – mówi Adam Małyszko, prezes Stowarzyszenia Forum Recyklingu Samochodów FORS.

Inni zwracają uwagę, że przepisy w proponowanym kształcie są też nieprecyzyjne. – – wskazuje Michał Dąbrowski, ekspert Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.

Dodaje, że zabezpieczeniu przed warunkami atmosferycznymi powinny podlegać tylko odpady, na które te warunki mają wpływ. Chociażby szkło, folie, butelki PET nie muszą być zabezpieczone przed np. deszczem. – – przekonuje Dąbrowski.

Eksperci alarmują też, że takie wymogi wcale nie poprawią jakości gospodarowania odpadami. Zdaniem niektórych mogą wręcz zaszkodzić, jak nowy obowiązek zadaszania terenu, gdzie przetrzymywane miałyby być odpady takie jak opony i gumy. Rozwiązanie to nie tylko jest czymś nowym i nieuzasadnionym, bo z doświadczenia wynika, że nikt tak nie magazynuje odpadów, ale również niebezpiecznym.

– mówi Adam Małyszko.

Administracyjne bariery

To z kolei oznacza nie tylko dodatkowe koszty, ale również proceduralne zawirowania. W przypadku miejsc magazynowania takich jak np. hale oraz inne obiekty budowlane niejednokrotnie wymagane będzie przygotowanie oceny oddziaływania na środowisko, co zasadniczo wpłynie na tempo dalszej procedury budowlanej.

Co gorsza, przewidziane na dostosowanie się do wymogów terminy są – w ocenie branży – nierealistyczne w polskich warunkach, bo samo uzyskanie decyzji na budowę trwa minimum dwa lata, a budowa obiektów minimum rok. Tymczasem tak daleko idące zmiany, jakie zamierza wprowadzić ustawodawca, sprawią, że znaczna część firm będzie musiała ustawić się w kolejce do urzędu, by uzyskać nowe zgody i pozwolenia.

Niektóre z nich byłyby też wymagane od firm po raz pierwszy. – – zwraca uwagę Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.

Wejście w życie rozporządzenia po raz kolejny wymusi też zmiany posiadanych decyzji na zagospodarowanie odpadów. Problem w tym, że na to wszystko może przedsiębiorcom nie starczyć czasu. Są zgodni, że przewidziany 24-miesięczny okres adaptacji jest za krótki, nawet przy najsprawniej prowadzonej procedurze.

Jak wyjaśnia Dariusz Matlak, każdą inwestycję zaczyna się od przygotowania karty informacyjnej przedsięwzięcia, a jeśli organ nakaże, to również raportu, w celu uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. – – mówi ekspert. I dodaje, że w następnej kolejności trzeba pozyskać warunki zabudowy, na które w przypadku braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (a nie ma go ponad 70 proc. powierzchni kraju) trzeba czekać od trzech do sześciu miesięcy. Dopiero po tym czasie można przygotować projekt budowlany, uzyskać pozwolenia (kolejne sześć–osiem miesięcy), a następnie wybrać wykonawcę i przystąpić do budowy, co trwa od roku do dwóch lat, a nawet dłużej w przypadku postępowania na podstawie prawa zamówień publicznych.

– konkluduje prezes PIGO.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj