- Ponad rok temu Jarosław Kaczyński zawiesił organizowanie ulicznych marszy. W tym sensie osiągnęliśmy sukces – mówi Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP. - Większą grupą spotkaliśmy się na Krakowskim Przedmieściu jeszcze w maju po to, by pożegnać się z aktywistami smoleńskimi. Nie politykami, ale „cywilami”, którzy kierowani względami religijnymi i patriotyzmem byli tam co miesiąc. Bo choć różnimy się diametralnie, to szanujemy ich poglądy. Sam jestem osobą wierzącą i nie mnie oceniać, czy ktoś się modli mądrze. Jestem też ostatni, by nazywać tych ludzi hipokrytami.

Mówi, że środowymi obchodami ma kłopot. Przekonuje, że prezes PiS jak zawsze urządzi przedstawienie, podgrzeje polsko – polski konflikt. - Nie chcę wchodzić w te emocje bez refleksji. Zginął Paweł Adamowicz, wydarzyło się wiele złego - podkreśla. Dlatego Obywatele RP nie przewidują wielkiej akcji. Po ich stronie, wraz z kolejnymi miesięcznicami, również emocje rosły. - Pojawili się ludzie, którym musiałem przypominać, że w konstytucji, której bronimy, znajduje się art. 53. Mówi o prawie do kultu, modlitw i obrzędów.

Paweł Kasprzak wspomina, jak w maju 2016 r. stał na Krakowskim Przedmieściu. W obu rękach trzymał transparenty. Podeszły do niego trzy starsze pani. Każda splunęła mu w twarz. W tym momencie przyszło mu do głowy, że one naprawdę widzą w nim agenta Putina, współodpowiedzialnego za tragedię. Uznał, że w takim razie łagodnie go potraktowały. - Ja na pewno wezmę udział w jutrzejszych obchodach. Przyjdę sam lub w gronie najbliższych znajomych z Obywateli RP. Myślę, że gdybym się nie pojawił, zaprzepaściłbym największy sukces poprzednich akcji. Udało nam się dotrzeć do ludzi, którzy z różańcami i krzyżami modlili się za tragicznie zmarłych. W końcu przestali uważać mnie za zdrajcę, zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Oni też poczuli, co to znaczy zostać zepchniętym przez władzę na margines. Dwa lata temu nie zostali wpuszczeni do kościoła, wylądowali za barierkami. Byliśmy po jednej stronie barykady - podkreśla. - Myślę, że wtedy dotarło do nich, że ich oponentami nie są Obywatele RP, tylko cyniczni politycy.

Potem na smoleńskie msze przychodził z białą różą. Gdy podczas liturgii był moment przekazywania sobie znaku pokoju, coraz więcej ludzi przemierzało kościół, by uścisnąć mu rękę. - Zrobiły to również te trzy kobiety, które wcześniej pluły mi w twarz - dodaje.

Kasprzak jest przekonany, że 10 kwietnia Jarosław Kaczyński znów będzie na Krakowskim Przedmieściu dzielił na "my" i "oni". - Zastanawiam się teraz, jak wyrazić precyzyjnie nasz sprzeciw. Tak, by nie uderzać w wyznawców smoleńskiego kultu, ale w prezesa PiS, jego partyjne zaplecze i to, jak wykorzystali katastrofę – mówi nam Paweł Kasprzak.

Długo na transparentach Obywateli RP było zdjęcie Lecha Kaczyńskiego i cytat o Trybunale Konstytucyjnym. Gdy zaczynały się ekshumacje ofiar – hasła głosiły prawo do żałoby.

Dziś, zdaniem Kasprzaka, ten przekaz jest już nieczytelny. Na mszy w kościele znów chce się pojawić z białą różą. Ale gdy wieczorem będą przemawiać Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda, chciałby rozwinąć transparent. - Szczerze? Wątpię, by to się udało. Policja usuwała mnie z drogi nawet, gdy miałem w dłoni tylko kwiat. Ale spróbuję, reakcja funkcjonariuszy jest najmniejszym zmartwieniem. W Tu-154M zginęli również moi przyjaciele. Ludzie, którzy dziś kojarzeni są z prawą stroną politycznej sceny. Ja też mam za kogo się modlić, mam swoich zmarłych - podkreśla. Co więc będzie na transparencie? – „Gdyby Lech Kaczyński żył, szaleństwo jego brata nie byłoby możliwe”, albo „Nie ma zgody na znieważanie ludzi”.