W maju ubiegłego roku pracownik sklepu IKEA umieścił w wewnętrznej sieci przeznaczonej do komunikacji z pracownikami wpisy będące cytatami z Biblii. Były one reakcją na artykuł dotyczący społeczności LGBT. Mężczyzna został zwolniony.

Reklama

Kierowniczka ds. zarządzania zasobami ludzkimi w sieci handlowej IKEA, która podjęła tę decyzję, usłyszała w środę zarzut ograniczania praw pracowniczych ze względu na wyznanie. Grozi jej grzywna, kara ograniczenia wolności albo kara do dwóch lat więzienia.

Zdaniem wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego decyzja prokuratury była "bardzo dobra i oczekiwana". - Polska konstytucja w art. 53 formułuje zasadę wolności sumienia i religii, z kolei art. 54 zapewnia wolność wyrażania poglądów, art. 24 wreszcie mówi o prawach pracowniczych - wymieniał wiceszef MS w wideo opublikowanym na Facebooku ministerstwa sprawiedliwości.

Romanowski podkreślił, że każdy pracodawca, w tym międzynarodowy koncern, jest zobowiązany do "poszanowania prywatności pracowników, unikania w stosunku do nich działań ideologicznych, poszanowania wolności wyrażania poglądów, sumienia, religii, niedyskryminowania pracowników ze względu na światopogląd".

- Nie pozwolimy, by Polacy musieli kryć się ze swoją wiarą. Nie pozwolimy na dyktaturę relatywizmu. Mówimy stop ideologizacji w miejscu pracy - powiedział wiceminister.

Jak przekazała Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, sklep IKEA, w którym pracował mężczyzna, ogłosił jeden z dni "dniem solidarności z osobami wykluczonymi z LGBT". Pracownik wziął urlop na żądanie, by nie uczestniczyć w wydarzeniu.

- Kiedy w firmowym intranecie ukazał się artykuł "Włączanie LGBT jest obowiązkiem każdego z nas", pokrzywdzony zareagował napisaniem komentarza, na który składały się dwa cytaty z Biblii. Mówiły o tym, że "biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia" i że "ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość" - relacjonował rzecznik prokuratury Marcin Saduś.

Według prokuratury z materiałów śledztwa wynika, że decyzja o zwolnieniu pokrzywdzonego była wynikiem "arbitralnych ocen" i "uprzedzeń" przedstawicielki pracodawcy względem pracownika, a wpis "nie był atakiem na określoną osobę spośród współpracowników, a odpowiedzią na wcześniejsze działanie pracodawcy".