Truskolaski w poniedziałek zapowiadał złożenie zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przedstawicieli PiS w organach władzy samorządowej podczas Marszu Równości w Białymstoku. W jego ocenie, materiały jednoznacznie pokazują czynny udział w ustawianiu blokad przeciw marszowi przez marszałka województwa Artura Kosickiego, radnego klubu PiS w sejmiku Sebastiana Łukaszewicza, a także p.o. dyrektora gabinetu marszałka Roberta Jabłońskiego oraz radnego miejskiego Henryka Dębowskiego.

W środę w rozmowie z PAP Truskolaski powiedział, że na razie koncentruje się na złożeniu zawiadomienia dotyczącego Kosickiego. Na razie nad innymi nie pracujemy - dodał.

Truskolaski mówił, że razem z prawnikami pracuje nad zawiadomieniem, nie wykluczył, że zostanie złożone do końca tego tygodnia. Analizowane jest, czy nie mogą być postawione jakieś inne zarzuty łamania prawa - mówił.

Uważam, że pan marszałek naciskał na mnie, abym wydał zakaz (Marszu Równości - PAP). To jest również niedopuszczalne. Tak to odbieram, a mogę tak odbierać i powinienem tak odbierać, że był to silny nacisk, silna presja. Nie można na organ naciskać, żeby wydał taką czy inną decyzję. Jest to działanie bezprawne - mówił Truskolaski.

Zapowiedział też, że jeżeli marszałek Kosicki zgodnie z zapowiedziami złoży do prokuratury zawiadomienie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez prezydenta Białegostoku, to będzie go skarżył. To jest absolutnie bezpodstawne, ja działałem w stu procentach zgodnie z literą prawa - mówił.

W jego ocenie, to skandal, że będzie go oskarżać osoba, która sama nawoływała do łamania prawa i bezprawnie - w ocenie Truskolaskiego - zorganizowała przemarsz. Chodzi o sobotni przemarsz ulicami miasta, który poprzedzał "Piknik Rodzinny" organizowany przez marszałka województwa podlaskiego jako alternatywa dla Marszu Równości. Truskolaski powiedział, że ten przemarsz nie był zarejestrowany w magistracie, więc był nielegalny. Dodał, że skieruje też pismo z pytaniem do szefowej MSWiA Elżbiety Witek, dlaczego ten przemarsz zabezpieczała policja.

We wtorek poseł PO-KO Krzysztof Truskolaski, syn prezydenta, złożył do prokuratury zawiadomienie w sprawie gróźb karalnych pod adresem jego i prezydenta Białegostoku zawartych według niego we wpisie, który po sobotnim Marszu Równości zamieścił w mediach społecznościowych radny sejmiku Sebastian Łukaszewicz (PiS). Radny miał zamieścić w mediach społecznościowych grafikę, na której jest zdjęcie z parady oraz napis "Truskolaski - białostoczanie ci tego nie wybaczą", do grafiki został dodany też przez radnego komentarz: "Pamiętajcie, że to jeszcze nie jest koniec".

Tadeusz Truskolaski też zapowiadał złożenie takiego zawiadomienie. To jest po pierwsze mowa nienawiści, po drugie odbieram to jako groźbę - podkreślił. W tej sytuacji, kiedy doszło do przemocy, kiedy doszło do polowania na ludzi, jeżeli ktoś komuś nie wybaczy, to znaczy co? To znaczy, że będzie starał się w jakiś sposób zemścić, tak? Zemsta, rozumiem, że ma jakiś charakter fizyczny. Tak to odbieram - powiedział i dodał, że jeśli będzie potrzeba, on także złoży dodatkowe zawiadomienie w tej sprawie.

Pierwszy Marsz Równości przeszedł ulicami Białegostoku w sobotę po południu. Przejście uczestników marszu kilkakrotnie próbowali zablokować kontrmanifestanci, policja musiała użyć gazu. W stronę uczestników rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa.

Podlaska policja do środy rano zidentyfikowała już 72 osoby, które łamały w sobotę prawo. Na stronie policji, opublikowane zostały wizerunki kolejnych poszukiwanych osób.