Uczestnicy imprezy pisali "Dyktando Uchatki" autorstwa Renaty Żemojcin z Opola. Wygrała ona konkurs na tekst dyktanda, ogłoszony w tym roku po raz pierwszy z okazji obchodzonego właśnie jubileuszu 20-lecia tej imprezy.

Renaty Żemojcin nie było na sali. Jednak jury, tak na wszelki wypadek, zmodyfikowało nieco tekst, dodając jedną zwrotkę i zmieniając niektóre wyrazy.

Dyktando obfitowało w trudne zwroty i sformułowania. Był m.in. superrozczochraniec, zrzędliwy ekspingpongista i "konterfekt Nietzschego odzianego w poncho". Kiedy odczytywał go przewodniczący jury profesor Walery Pisarek, uczestnicy śmiali się i ze zgrozą słuchali kolejnych pułapek.

Główną nagrodą w tym roku dla osoby, która bezbłędnie napisała dyktando, jest 20 tysięcy złotych.

_____________________________________________________________________________

Oto tekst dzisiejszego dyktanda:

"Pół dżdżem, pół suszą będąc, w półśnie pogrążony,
właśniem miał w okamgnieniu w mróz się przepoczwarzyć,
kiedy mój współlokator, z tych niewydarzonych,
chrząknął niby przypadkiem tuż-tuż przy mej twarzy.

Chcąc nie chcąc i rad nierad, nie jestem bezuchy,
widzę, skonfundowany, choć się oczy plączą,
pejzaż spod Igołomi popstrzony przez muchy
i konterfekt Nietzschego odzianego w poncho.

Tak złorzeczył zazwyczaj, bo zawżdy przegrywał,
choć koleżków miał przecie niegłupich skądinąd:
ryży skrzypek, co hurtem crescenda mógł grywać,
ornitolog amator, majster-klepka pilot.

Muzyk chow-chow hodował, płowożółte zwierzę,
ponaddwuipółletnie, superrozczochrańca,
które na równi w uczuć burzy czcił prawie że
z rondem capriccioso a-moll u Saint-Sansa.

Drugi z druhów, zrzędliwy dość ekspingpongista,
chyży, hardy, o cerze sczerniałej z latami,
świetnie tańczył jiveĺa, paso doble, twista,
a w marzeniach przeżywał rendez-vous z ptakami.

Lotnik bujał w przestworzach, w jakim bądź naprędce
skleconym wehikule, tak na łapu-capu.
Napowietrzne swe harce dedykował Helce,
pół-Rosjance z abchaską prababką spod Baku.