Jak na ironię, wójt Bolesław Kędzierewicz nazywa to… pomocą. Czy pomocą może być umieszczenie kogoś w pokoju z zakratowanymi oknami? - zastanawia się bulwarówka. Wójt, który nie jest ani lekarzem, ani psychologiem, ani nawet nie widział się od dłuższego czasu z piosenkarką, wie wszystko o tym, na co cierpi Villas i co należy zrobić. "Trzeba spowodować, żeby pani Violetta trafiła do szpitala na leczenie, bo naprawdę jest chora" - zapewnia w rozmowie z "Faktem".

Dlaczego tak bardzo przejmuje się nikomu niezagrażającą kobietą? "Pani Violetta Villas jest osobą publiczną i powinna dostać pomoc. Nie wolno jej było zabierać ze szpitala, bo gdyby tam była do tej pory, byłaby na pewno zdrowsza".

A skąd wie, że Villas potrzebuje pomocy? Może wysłał do niej kogoś kompetentnego? - pyta się bulwarówka. "Była u niej osoba z opieki społecznej, ale nie udało się jej wejść do środka" - przyznaje w rozmowie z "Faktem". "Jeszcze raz wyślę tam komisję i jeżeli to nie da efektów, zwrócimy się do prokuratury o wejście do środka, bo ja wiem, co tam się dzieje. Tam jest tragedia" - zapewnia wójt. "Na pewno można spowodować, żeby panią Violettę zmusić do leczenia, dla jej własnego dobra. Są osoby, które mogą ją ubezwłasnowolnić i obowiązkowo skierować na leczenie. To słowo brzmi bardzo brzydko, ale dla jej dobra trzeba będzie to zrobić" - tłumaczy dziennikarzom gazety.

W styczniu zeszłego roku Violetta trafiła do szpitala w Stroniu Śląskim, wychudzona i wyniszczona. Z trudem można było ją poznać. Wcześniej żyła kompletnie sama, w nędzy. Na jej posesji kłębiła się chmara wygłodniałych psów. Po krótkim pobycie opuściła zakład dla chorych umysłowo, a jej życie miało powrócić do normy. Po wywiezieniu psów z posesji i uprzątnięciu całego terenu Violetta wróciła na stare śmieci - przypomina "Fakt".

Ale niektórym bardzo zależy, aby się jej pozbyć z Lewina Kłodzkiego. Niegdyś z jej obecnością gmina wiązała wielkie nadzieje. Artystka miała przynosić korzyści materialne i promocję miastu. Obiecano jej wówczas wiele rzeczy, których nie zrealizowano bądź teraz jej się je odbiera. Jedną z nich jest ziemia, którą Villas dostała kiedyś w dzierżawie. Teraz, tłumacząc się obawą przed ponowną hodowlą psów, gmina wymówiła jej umowę. "Wywóz tych zwierząt kosztował nas i starostwo 40 tysięcy. Nie stać nas na takie prezenty" - tłumaczy "Faktowi" wójt..

A co z 3-hektarową działką, którą dzierżawi Villas? "W tej chwili wcale się tym nie zajmuję, najważniejsza jest osoba pani Violetty" - zapewnia wójt. Chcemy mu wierzyć - pisze "Fakt".