Brak wniosku o przepustkę to tylko jeden z powodów takiej decyzji. Drugi to fakt, że żołnierze są tymczasowo aresztowani.

"A w takich przypadkach przepustek udziala się tylko i wyłącznie w bardzo wyjątkowych przypadkach, np. śmierci kogoś bliskiego" - tłumaczy dziennikowi.pl pułkownik Jakub Mytych, zastępca szefa Prokuratury Wojskowej w Poznaniu, która prowadzi śledztwo w sprawie tragicznych wydarzeń w afgańskiej wiosce.

Pułkownik ujawnił też, że prokuratura planuje przesłuchać po Nowym Roku byłego ministra obrony narodowej, Aleksandra Szczygłę, oraz dowództwo bazy polskiego kontyngentu w Afganistanie.

"Przesłuchamy wszystkie osoby, które mają coś do powiedzenia w sprawie wydarzeń z Nangar Khel" - zapewnił Jakub Mytych i dodał, że jest za wcześnie, by określić charakter, w jakim osoby te będą wzywane.

W połowie sierpnia Polacy ostrzelali wioskę Nangar Khel. Zginęło kilku cywilów, w tym dzieci. Prokuratura postawiła naszym żołnierzom zarzuty umyślnego zabicia cywilów. A to zbrodnia wojenna, za którą grozi nawet dożywocie.

Polacy twierdzą, że strzelali do terrorystów, talibów, którzy ukryli się w wiosce. Problem w tym, że ich zeznania są sprzeczne. Szczegóły prokuratura jednak utajniła.

Sąd postanowił aresztować żołnierzy. Bo grozi im tak duża kara i istnieje obawa, że na wolności mogą utrudniać śledztwo.

Oskarżeni żołnierze pochodzą z jednostki w Bielsku-Białej. Dwóch oficerów, dwóch podoficerów i trzech starszych szeregowych może spędzić resztę życia za kratkami.