Dziennik Gazeta Prawana logo

Połamali się opłatkiem przed bramą kopalni

24 grudnia 2007, 11:08
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Stoły wigilijne już zbite, a na nich świąteczne potrawy, które przyniosły rodziny. Górnicy z kopalni "Budryk" w Ormontowicach są na tyle zdeterminowani w swoim proteście, że nie wrócili na Wigilię do domów. Z bliskimi połamali się opłatkiem przed bramą kopalni. Żądają zrównania ich płac z wynagrodzeniami w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, do której wkrótce ma zostać włączony "Budryk". Chodzi o 700 złotych podwyżki.

Choć pierwotnie górnicy zamierzali spędzić Wigilię z rodzinami w kopalnianej stołówce poza terenem zakładu, podczas porannej masówki zdecydowali jednak, że pozostaną na terenie kopalni, nie wpuszczając tam swoich rodzin.

Protestujący rozpoczęli wspólną wieczerzę modlitwą, potem uczcili minutą ciszy ofiary niedawnych katastrof górniczych, m.in. w kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej, ale też na Ukrainie, w Chinach i Kolumbii. Po odczytaniu fragmentu ewangelii o narodzinach Chrystusa łamali się opłatkiem, potem odśpiewali kolędę "Wśród nocnej ciszy".

Podczas wieczerzy górnicy życzyli sobie najczęściej zdrowia i wytrwałości. "Miejmy dziś nadzieję na lepszą przyszłość" - mówili.

Do stołu zasiedli wraz z nimi także mediator w sporze prowadzonym z zarządem ich kopalni, były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski, oraz prezes JSW Jarosława Zagórowskiego, którzy zasiedli z nimi do stołu.

"To jest jeden z tych prezesów, z którymi można rozmawiać - ma coś do powiedzenia i nie boi się rozmowy. Wie, że są trudne warunki postawione przez związki, ale mówi, że można się dogadać przy stole, nie podczas konfrontacji" - mówił po wcześniejszym spotkaniu opłatkowym Zagórowskiego z komitetem protestacyjnym Krzysztof Łabądź z "Sierpnia 80".

Decyzję o takim spędzeniu Wigilii górnicy podjęli po tym jak władze kopalnii zarzuciły im, że wpuszczają na teren kopalnii obce osoby.

"W niedługim czasie dojdzie do konkretnych rozmów, w którym zakończymy sprawę" - zapowiedział Łabądź. Najpierw jednak zarząd "Budryka" musi spełnić główny postulat płacowy protestujących. "Dziś chcieliśmy pokazać naszemu nowemu pracodawcy, że nie jesteśmy oszołomami i nie chodzi nam o konflikt" - mówił Łabądź.

Dzisiaj rano doszło przez to do starcia górników z wynajętą przez zarząd firmą ochroniarską. "Nie mamy zamiaru prowadzić wojny z protestującymi. Jednak jako kierownik zakładu, który jest obiektem chronionym, nie mam w tej chwili nawet wiedzy, kto wchodzi na jego teren ani co się tam dzieje. Mamy sygnały, że przebywają tam osoby pod wpływem alkoholu, kilku osobom uniemożliwiono też wczoraj opuszczenie kopalni" - powiedział prezes "Budryka" Piotr Bojarski.

Według prezesa grupa ochroniarzy, spotkała się z agresją grupy około trzystu górników, którzy wyszli do nich z trzonkami od kilofów. W tej sytuacji ochroniarze wycofali się sprzed bramy i odjechali.

"Apelujemy, by zarząd kopalni nie podejmował takich kroków. Chcemy spędzić Święta spokojnie" - powiedział przedstawiciel górniczych związków.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj