Około 120 górnicy protestuje 700 metów pod ziemią. Mężczyzna wieczorem stracił przytomność i został wywieziony na powierzchnię, a następnie zawieziono go do szpitala. Jeszcze nie wiadomo, co mu sie stało. gdzie czekała na niego karetka. Organizatorzy protestu obawiają się kolejnych zasłabnięć.

Reklama

Wcześniej w sobotę zasłabł inny górnik protestujący pod ziemią. Trafił do szpitala z podejrzeniem ataku wyrostka robaczkowego. Protestujący mają koce i żywność, a dziś zjechał do nich lekarz.

Strajkujący deklarują, że nie wyjadą na ppowierzchnię, aż nie zostaną spełnione ich żądania. Zarząd powtarza, że sytuacja ekonomiczna nie pozwala na złożenie strajkującym propozycji finansowych innych niż te, które już otrzymali.

Protest w "Budryku", uważany przez pracodawcę za nielegalny, prowadzą 4 z 9 działających tam związków: Pozostałe akceptują porozumienie.

Kilkadziesiąt osób - głównie żon protestujących górników i ich dzieci - przyszło w sobotę po południu przed kopalnię, by zamanifestować swoje poparcie dla górników. Kobiety zapaliły pod bramą zakładu znicze. Po jej drugiej stronie stali górnicy. "Popieramy!", "Kochamy Was" - skandowały kobiety, a górnicy w odpowiedzi "Dziękujemy!".