Problemy zaczęły się w poniedziałek. Przy wypłacie pieniędzy z bankomatu system potrącał z kont klientów banków wielokrotność pobieranych sum. Visa oficjalnie poinformowała o awarii dopiero we wtorek wieczorem, i to na swoich wewnętrznych stronach internetowych. Polskie banki - PKO BP, mBank i MultiBank - nie dostały żadnego sygnału alarmowego od Visy. Podobnie BZ WBK, który sam wpadł na trop błędów w rozliczeniach transakcji. Telefonu z ostrzeżeniem doczekał się natomiast ING Bank Śląski.
Ale to wyjątek, bo z reguły centrala Visy w czasie największego natężenia kryzysu milczała jak zaklęta. Małgorzata O’Shaughnessy, dyrektor generalna Visa Europe w Polsce, uważa, że wszystko jest w porządku. "Nie zamierzam za pośrednictwem DZIENNIKA uczyć banki, jak komunikować się z Visą. Co więcej - Visa nie ma zamiaru pokrywać strat klientów, jakie spowodowała awaria. Z tym muszą uporać się same banki" - dodaje.
Pieniądze z bankomatu wypłaciłem w poniedziałek wieczorem. Dokładnie dwa tysiące złotych. Nie przypuszczałem, że to początek moich kłopotów. W nieświadomości żyłem przez dwa dni.
W środę zadzwoniła do mnie pracownica banku PKO BP. Przemiłym głosem oznajmiła: "Panie Adamie, we wtorek i w środę wypłacił pan z konta 34 tysiące złotych. Co pan zamierza z tym zrobić? Radzę, żeby pan jak najszybciej wpłacił pieniądze, bo przez taki debet będziemy musieli zamknąć panu konto".
Zamurowało mnie. W pierwszej chwili nie wiedziałem, co powiedzieć. Przecież nie wypłacałem takiej kwoty. Może zgubiłem kartę? Może ktoś mnie okradł? Pomyślałem wtedy, że takie sytuacje mogą zdarzyć się innym, ale nie mnie. Prowadzę firmę, nie jestem roztrzepany.
Byłem przerażony. Pracownica banku nic więcej nie potrafiła mi powiedzieć. Powtarzała w kółko: niech pan wpłaci jak najszybciej te pieniądze. Nie odpuściłem. Zadzwoniłem do centrum obsługi kart. Dopiero tam dowiedziałem się, że VISA ma problemy z księgowaniem transakcji. Wypłaciłem dwa tysiące, a system zaksięgował 17 fikcyjnych transakcji. "Ale co teraz?" - pytałem z przerażeniem. Usłyszałem, że mam napisać reklamację, złożyć ją w banku i czekać, aż pieniądze pojawią się na koncie. Trzy dni z pustym kontem. Na szczęście pieniądze mam na kilku kontach w różnych bankach i nie zostałem bez grosza przy duszy. Co by było, gdybym pieniądze trzymał tylko w PKO?
Poszedłem złożyć reklamację. Pani w okienku przyjęła moje pismo, ale nie potrafiła mi nic wyjaśnić. Mało tego. To ode mnie dowiadywała się, jaka jest sytuacja. "Problemy z VISĄ? Fikcyjne księgowanie? Nic nie wiem na ten temat. Proszę dzwonić do centrum obsługi kart" - zbywała.
Zupełny brak profesjonalizmu. Powinni dowiedzieć się, co się stało, a nie od razu dzwonić do klientów i grzmieć: Proszę jak najszybciej wpłacić pieniądze, bo będzie miał pan problemy.
Od 2009 Analityk Gold Finance, ekspert w zakresie produktów bankowych
Od 2007 do 2009 Dziennik
Od 2000 do 2007 Gazeta Giełdy Parkiet, dział giełdowy
Od 1999 do 2000 Prawo i Gospodarka
Od 1998 do 1999 Gazeta Giełdy Parkiet
Od 1997 do 1998 Prawo i Gospodarka
Od 1994 do 1997 Gazeta Stołeczna, dodatek do Gazety Wyborczej
Halina Kochalska rozpoczęła studia w 1990 roku na wydziale Politologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalność dziennikarstwo. Dyplom uzyskała już
na wydziale dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. W trakcie studiów współpracowała z krakowską redakcją Gazety Wyborczej, po zmianie uczelni
na Uniwersytet Warszawski została zatrudniona w redakcji Gazety Stołecznej. Od 1997 roku pisała artykuły o tematyce gospodarczej dla Prawa i Gospodarki. Specjalizowała się
w temacie prywatyzacji i spółek giełdowych. Doświadczenie w dziennikarstwie finansowym zdobywała w również Parkiecie, gdzie jako pierwsza kobieta została zatrudniona w dziale giełdowym. Z Gazetą Giełdy Parkiet była związana przez niemal 4 lata. Od 2007 jako dziennikarka finansowa Dziennika specjalizowała się w tematyce bankowości i produktów bankowych
W październiku 2009 roku Halina Kochalska dołączy do grona analityków Gold Finance jako ekspert w dziedzinie sektora bankowego oraz usług i produktów bankowych.