Dziennik Gazeta Prawana logo

Tutaj porywacze więzili Szymonka

31 stycznia 2008, 00:53
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Tutaj porywacze więzili Szymonka
Inne
Barbara Krzemień spod Krakowa była przekonana, że ludzie, którzy zamieszkali z chłopcem w jej pensjonacie, to zwykli turyści. Nawet nie przypuszczała, że to bandyci, którzy porwali dziecko, by wymusić zwrot długu od matki chłopca - pisze "Fakt".
f_1_1011_porwanie_3_50739a_118263.jpg
Porywacze udawali turystów
f_1_1011_porwanie_4_50741a_118307.jpg
Szymonek N. był więziony w pensjonacie pod Ojcowem

"Mój Boże! Ja myślałam, że to małżeństwo turystów z dzieckiem po długiej wycieczce w górach przyjechali do mnie na nocleg, bo ten chłopczyk był taki wymęczony i senny" – mówi "Faktowi" pani Barbara prowadząca pensjonat w Ojcowie. To w jednym z jej pokoi w weekend był więziony 8-letni Szymonek N. Dziecko zabrali matce Magdalena i jej mąż Mariusz B. jako zastaw za rzekomy dług - 250 tys. zł którego nie spłacił nieżyjący ojciec Szymonka.

O tej historii "Fakt" pisał wczoraj. Policjanci uwolnili z rąk szantażystów 8-letniego chłopczyka. Szymonek - a nie Rafałek, jak dla dobra sprawy zmienili mu imię nasi informatorzy – został wzięty jako zastaw za dług. Mama chłopca oddała dziecko Magdalenie B. i jej mężowi, którzy zgłosili się do niej po spłatę rzekomego długu.

Jej zmarły przed kilkoma miesiącami mąż był im rzekomo winny ćwierć miliona złotych. Dziś "Fakt" dotarł do wstrząsających szczegółów porwania. Okazuje się, że Szymonek był więziony w pensjonacie pod Ojcowem. U kobiety, która nie miała pojęcia, że para, która go przywiozła, to bezwzględni porywacze.

"Zapukali do mnie w niedzielny wieczór i powiedzieli, że szukają noclegu" - mówi Barbara Krzemień. Kobiety w sumie to nie zdziwiło, bo często turyści wynajmują u niej pokój. Najpierw sądzą, że wycieczka po Ojcowie będzie dla nich fraszką, a po kilku godzinach są wykończeni. "Oni wynajęli pokój na poddaszu. A ponieważ miałam wolne, to nie widziałam w tym nic niezwykłego... Pamiętam tylko, że co chwila patrzyli w okno. Wtedy myślałam, że podoba im się widok..." - dodaje.

Szymonek był skrajnie wyczerpany. Niemal słaniał się na nogach, gdy gospodyni pokazywała porywaczom ich pokój i pensjonat. "Był bardzo słabiutki i taki grzeczny" - opowiada reporterom "Faktu" właścicielka pensjonatu. "Od razu zabrał swoją kołderkę i ułożył się do snu. Myślałam, że on jest zmęczony kilkugodzinną wycieczką, że cały ranek i dzień chodził po górach. Boże, gdybym tylko wiedziała, gdybym wiedziała..." - mówi.

Chłopczyk nie próbował uciekać porywaczom i nie krzyczał, bo nawet nie wiedział, że znalazł się w rękach bandytów. Wcześniej jego własna mata, z zaciśniętym gardłem i z rozpaczą w oczach wytłumaczyła mu, że jedzie na ferie. Przez kilka godzin przewożony był z miejsca na miejsce. Dopiero w niedzielę ok. godziny 19 trafił do pensjonatu, gdzie został uwolniony przez policjantów. Śledczy tropili Szymonka i bandytów całym Krakowie, ale szybko udało im się trafić do pensjonatu pani Barbary.

Ona sama nie potrafi zrozumieć perfidii kidnaperów. "Sama mam dzieci. Gdyby ktokolwiek je skrzywdził, to serce pękłoby mi na pół." -szepcze kobieta.

Porywacze na szczęście nie skrzywdzą już nikogo. Decyzją sądu, oboje zostali aresztowani. Odetchnęła też sama pani Barbara Krzemień.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj